słowa kluczowe: Bronek, Bronkolalia, Bronkozaur, Dubieniecki, Kaczyńska, Kaczyńska-Dubieniecka, Komorowski, Marczuk, Marta Kaczyńska, Werner, balet, dziennikarze, elity, klasa polityczna, media, polityka, punk, rozwód, unia personalna.
Polska2011.01.26 15:49 01.27 20:36

Na kursie, ścieżce

 

Przyśpiewki gordyjskie (5)

 
Dwie i tylko dwie kobiece „gadające głowy”, do tego obie blond, do tego w TVN24 wieczorową porą – a żadna nie jest Moniką Olejnik?!
Ze zdumienia przecierałem oczy.
 
Po pierwszym szoku okazało się jednak, że rezultat jest boleśnie przewidywalny.

Widowisko w obsadzie: Anita Werner i Weronika Marczuk (właśnie oczyszczona przez prokuraturę z zarzutu płatnej protekcji) mogłoby się równie dobrze obyć bez dźwięku. Poza jedną przewlekłą sceną, gdy prowadząca (naprowadzająca?) kilkakrotnie, raz za razem, pyta do kogo pani Marczuk ma żal o swe perypetie, a pani Marczuk wikła się najpierw dzielnie okopując na pozycji nie mam żalu do nikogo, następnie – gdy dociera do niej, że jednak nie całkiem o to chodzi – przyznaje się do odrobiny żalu do Agenta Tomka, a gdy i to nie wystarcza, wyraźnie znękana inkwizytorską cierpliwością pani Anity dodaje Agentowi Tomkowi do towarzystwa enigmatycznych „agentów CBA i ich dowódców”. Ale spojrzenie przesłuchującej pozostaje chłodne i nieubłagane! Rozpaczliwym rzutem na taśmę pani Weronika wspina się jeszcze ciut wyżej, na pułap nie określonego z nazwisk „kierownictwa CBA”.

Noo, pani Weroniko. Taki poważny program, a Pani tymczasem nie „na kursie i ścieżce”!?

Głupota głupotą, a buzie ładne. Szkoda by było, żeby nagranie podzieliło los monitoringu smoleńskich radarów. Którego nie ma, bo się… nie nagrał.


Bronkolalia

Konsumowanie wciskanej przez mediodajnie pulpy wymaga ode mnie coraz większego samozaparcia. Zaczynam się podejrzewać o medialny masochizm. A z drugiej strony – o nałóg, rodzaj zwichrowanej ciekawości, podglądactwa zaspokajanego w czasach przedmedialnych odwiedzinami u obwoźnych kobiet z brodą.

W tej patologicznej beznadziei pojawił się ostatnio jaśniejszy akcent. Otóż nie szło uświadczyć w TV Bronka. Chorował, biedaczek.

A we mnie zaczęła kiełkować nadzieja, że może nie tylko chorował? Że rady, sztaby, aparaty, ogromne wojska, bitne generały poszły po rozum do głowy i dyskretnie wycofały Prezydenta na z góry upatrzone pozycje?
Bo, obawiam się, przypadek pierwszego obywatela jest beznadziejny. Tu żadne retusze ani PiaRowe szkolenia nie pomogą.
Wiem, marzenie ściętej głowy, prezydent pełni przecież funkcje reprezentacyjne. Ale gdyby tak chociaż go nie pokazywać, nie nagłaśniać, nie forsować nadmiernie wypełnianiem telewizyjnych ekranów? Pro publico bono

To bez dwóch zdań obdarzony wydatną charyzmą mąż stanu.
Inaczej widzowie gremialnie marliby ze śmiechu.

Bo spójrzmy na niego. Spójrzmy, nie odwracajmy litościwie oczu! Jakżeż on tych słów szuka niczym wody na pustyni, jak je łapie za gardło i w atletycznym mozole lepi z nich zdania! A każde zdanie – niczym bombastyczny indyjski słoń; każda myśl – jak wycięta z dykty, bollywoodzka dekoracja.
Szerokie horyzonty? Jak najbardziej! Tyle, że namalowane siną farbką…

Po tej stronie ekranu widz się spina ze współczucia. Przecież zwyczajnie, po ludzku życzy Bronkowi dobrze; pomóc chciałby, ulżyć jakoś w tym prometejskim trudzie, skrócić epickie zmagania… A tu nie ma jak, to telewizja! Więc widz tylko zaciska zęby, kciuki i siedzi jak u dentysty.
A gdy wreszcie Bronek kończy, albo kończą Bronka trasmitować, jednym słowem gdy te nieludzkie męki dobiegają kresu – ma się ochotę bić brawo i skakać z radości.

Panu już dzięku... To jest, chciałem powiedzieć dziękujemy, Panie Prezydencie!


Unia personalna

W stosunkach z mediami pani Marta Kaczyńska-Dubieniecka od pewnego czasu zachowuje powściągliwość. W ogień reflektorów, ostrzał obiektywów rzucony został za to pan Marcin Dubieniecki, znany dotąd głównie jako mąż. Drugi mąż.
Przy okazji awansował na stanowisko pełnomocnika żony.
W nowej roli objawił się parę dni temu w TVN24. Wstrząśnięty, nie zmieszany.

Przyznać trzeba, że zrobił świetne wrażenie. Dżentelmen do ostatniego włoska w nosie. Jakże się ujmował i bronił, w imieniu! Jakże przebąkiwał, że zamach, być może. Albo i mgła! A to spojrzenie, ten zarost trzydniowy, ten głos… Było się pewnym, że ma białe skarpetki! „Taki miejscowy kozak i macho” – mówią o nim mieszkańcy Kwidzynia*) i jestem im skłonny wierzyć.
Co ciekawe (a nawet dla pewnych środowisk charakterystyczne) przy tym całym prężeniu muskułów pan Marcin ani razu nie przekroczył granic poprawności. Odpytujący go dziennikarz musial sobie sam wyszukiwać preteksty do wybałuszania oczu i zapominania języka w gębie, niby to pod wrażeniem ogłaszanych przez gościa rewelacji.

Plotki, plotki… Obawiam się, przeniesienie akcentów z „mąż” na „pełnomocnik” może być znaczące, szczególnie że podobno i intercyza podpisana… Młodość musi się wyszumieć, a Dubieniecki junior jak wieść gminna niesie raczej lubi łączyć niż dzielić (poprzednio związany był z córką posła PO, a z kolei Dubieniecki–senior jest posłem SLD). Zaczynam żałować, że w Polsce nie jest dozwolona poligamia. Cóż by to była za unia personalna! Cóż!..


Ludzie listy piszą

Głównie elektroniczne, ale jednak. Epistolografia to współcześnie sztuka przystępna w formie, tania – i oto proszę: po raz kolejny sięga do niej Jarosław Kaczyński.

Dwie wersje niedługiego, zgrabnego tekstu adresowane są do kandydatów na samorządowców i do samorządowców zwycięskich. (Tak, wybory były dwa miesiące temu. No i co z tego?)
Oba listy zawierają podziękowania i zagrzewają do dalszej walki. A także, w oparciu o niedopowiedziane podejrzenia co do przyczyn dużej ilości głosów nieważnych, podkreślają wagę posiadania swoich ludzi w każdej komisji wyborczej.

Słusznie Prezes nie docieka przyczyn dużej ilości głosów nieważnych, bo przyczyny są banalnie proste: zbyt wiele kart, zbyt wiele różnych głosowań, zbyt wielu kandydatów; wybory zbyt skomplikowane jak na zainteresowania i możliwości przeciętnego Kowalskiego.
Słusznie Prezes nie docieka przyczyn, bo by mu się rozpadła całkiem zgrabna, nasycona sPiSkową atmosferą figura retoryczna.

Bronek to figurant, kukiełka, rodzaj koziołka z poznańskiego ratusza. Ale nie tylko przez kontrast Jarosław Kaczyński zyskuje na żywotności. Sądząc po ostatnich wypowiedziach, a dokładniej po proporcji cmoknięć do ilości zdań, Prezes doszedł już do siebie i w szybkim tempie odzyskuje formę.

Tylko co z tą jego pamięcią?
Listy do (kandydatów na) samorządowców datowane są 20 stycznia, a zaledwie dwa dni później, na Radzie Politycznej PiS Prezes orzeka: „Jak się nie potrafi nic zrobić, to się pisze listy, powołuje komisje”…
Altruistycznie i po chrześcijańsku „nie myślał o sobie”? A może powiedział jak jest?


No i gdzie ten obiecany w poprzedniej notce test na sPiSPOwacenie?

Już się odbył.

Czy, drogi Czytelniku, zirytowały Cię zamieszczone powyżej lekceważące uwagi o Bronku?
A może czułeś niesmak czytając zdania nie dość czołobitne, refleksje mało wzniosłe o Prezesie?

Nie, nie ma znaczenia O KIM. Znaczenie ma CZY.

Bo jeśli Cię cokolwiek zirytowało lub wywołało niesmak, jeśli jesteś emocjonalnie związany z którąkolwiek z tych postaci, jeśli jej kibicujesz lub przeciwnie – na samo jej wspomnienie reagujesz seansem nienawiści – to znaczy, że dałeś sobie „wkręcić” narrację, że łykasz bez żucia wciskany Ci medialny kit, że jesteś na kursie i ścieżce.

Horyzont, Czytelniku! Horyzont!!! 
 
*) www.zobacz.com.pl/polityka/marta_kaczynska_i_jej_nowy_maz_marcin_dubieniecki.html

Nazwa „sPiSPOowacenie” jest oczywiście mutacją neologizmu Kirkera z tekstu "SPiSowacenie mózgowia": kirker-zoologicznieprawicowy.blogspot.com/2010/10/spisowacenie-mozgowia.html 

3194 odsłony średnio 5 (6 głosów)
zaloguj się lub załóż konto by oceniać i komentować    blog autora
Re: Na kursie, ścieżce 
Zenon Jaszczuk, 2011.01.26 o 18:05
Siedzę sobie na ryneczku, obok sklepu AGD,RTV. Obserwuję, czasami rozmawiam z ludzmi tachającymi coraz to większe telewizory. Pytam ,ile pan dał. Jeden dwa tyś z kawałkiem inny trzy tysiące z kawałkiem. Pudła wielkie jak by stoły nieśli , aby w gronie rodzinnym zjeśc wspólnie objad. Nic z tego oni nie będą jeść, oni dniem i nocą będą karmieni paszą telewizyjną. Po cholerę robią tak wielkie telewizory. Czy żeby ci mali ludzie byli więksi, czy żeby ci mali ludzie byli jeszcze "więksi-mniejsi" czyli, aby lepiej jeszcze było widać ich małość.Ja czekam na zakup telewizora, tylko ja muszę kupić dobry telewizor, co mówi prawdę. Po co mi zepsute które kłamią. A ponieważ żyję trochę na tym świecie, to wiem, że jak coś nie pi..dolnie jak grom z jasnego nieba. To niestety już nie dożyję tego nowego nabytku. Czasami myślę, gdy by ci ludzie za tą kasę kupili tylko dobre książki i przeczytali rodzinnie. To wiedzę by mieli "lepszą" jak po byle jakim UW prof.Wiatrów i innych prof.Przeciągów. Ty to masz zdrowie. Pozdrawiam
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Na kursie, ścieżce 
Krzysztof J. Wojtas, 2011.01.27 o 09:21
Głowa, jak głowa. Ocena, jak ocena.

Ale z tymi białymi skarpetkami - jestem pod wrażeniem.
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Na kursie, ścieżce 
Krzysztof J. Wojtas, 2011.01.27 o 12:00
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
linki, cytaty, nowiny
najwyżej  oceniane
zeszyty tematyczne
najbardziej kontrowersyjne artykuły
najnowsze komentarze

© Polacy.eu.org 2010-2022   Subskrypcje:    Atom   RSS  ↑ do góry ↑