słowa kluczowe: Katastrofa, Katyń, Komorowski, MAK, Parodia śledztwa, Pytin, Smoleńsk, Tusk.
Polska2011.01.13 17:16 01.18 19:20

Odurzeni MAKiem

 

Zachód już zna prawdę, jak o Katyniu.

 
Jak widzimy w TV, słyszymy, czytamy narkotyki to norma u "rządzących" w Polsce. Tym razem zafundowali nam i sobie jeszcze MAK. Wiemy , że sianie maku jest w Polsce zakazane, wymaga zezwoleń. I takie zezwolenie "otrzymał" MAK od "rządu" zinstalowanego w Polsce.
 
Specjalnie nie interesowałem się tą "katastrofą". Pierwszym moim odczuciem był sygnał wewnętrzny - zamach. Potem oczywiście umiarkowana obserwacja tego wszystkiego co się działo z tą sprawą. To słowo zamach pozostało do dnia dzisiejszego włącznie. Nie dlatego, abym był jakimś rusofobem, nic z tych rzeczy. Zapewne na tą świadomość miała wielki wpływ "znajomość" historii. Potem każdy następny dzień tylko mnie w tym utwierdzał. Nazwijmy to zwykli Rosjanie, zwykli Polacy zachowali się przyzwoicie, czyli normalnie w takich sprawach. Normalne odczucie, zginęli ludzie. Przynosili kwiaty , modlili się, płakali. Nawet premier Putin i premier Tusk, zachowali się raczej dyplomatycznie, jako przedstawiciele państw. Jednak już chwilę potem słyszymy, że ta dyplomacja jak wszystko w tym środowisku jest sztuczne. Bo oto trwały wyścigi, Tuska na pełnym gazie i Kaczyńskiego na pełnych hamulcach do miejsca "katastrofy". Wyrok na sprawców "wypadku" usłyszeliśmy jak na zamówienie. Piloci gorsi jak te pastuchy pustynne, co to pierwszy raz "siedzieli" w wielkich samolotach i wyrabiali cyrkowe akrobacje przy trafieniu w wieże NY. Do tego stopnia, że zawodowi piloci się dziwili, temu kunsztowi. A nasi historycznie znani z odwagi, umiejętności, waleczności, tym razem zostali przedstawieni jak z innej bajki. Nie udolni, nie znający pilotarzu, nawigacji, języka rosyjskiego. Można śmiało powiedzieć, zamiast pilotów złapali jakąś durnotę na ulicy wsadzili w samolot i kazali lecieć. Nigdy nie byli na tym lotnisku ani innym rosyjskim. Rosyjscy "nawigatorzy" nie rozumieli co oni mówią. Podchodzili do lądowania chyba ze cztery razy i jak usłyszeli że są na linii na ścieżce to "wylądowali", "wylądowali" dosłownie na ścieżce w malinach czy w krzakach. Dzisiaj dla podkreślenia tej "durnoty" MAK pokropił to wszystko gorzałką. Inaczej mowiąc pasarzer był po kielichu i spowodował" wypadek" a , że był Generałem, tym lepiej dla MAKu i jego podwładnych w Polsce. Iluż to "ekspertów" zainstalowanych w Polsce, już na drugi dzień potwierdzało "scenariusz" opublikowany w sovieckiej prasie, radio, TV. Normalnemu człowiekowi robiło się nie dobrze. Najlepiej i najszybciej na tej "katastrofie" jak na kosmicznych drzwiach od stodoły wylądował pan Komorowski. I to też lądowanie wygląda mi na scenariusz. Komorowski, jak inni nieudolny, nie potrafiący się wypowiedzieć, a na fotel odpalił jak precyzyjna rakieta. A ile spraw po drodze pozamiatał. I proszę jak czyściutko. O przebiegu dochodzenia, o wraku, o czarnych skrzynkach, o reakcji tzw świata, nie będę pisał, bo to mówiąc po rosyjsku, badziewie. Tylko dziwnie się czuję, że tak "praworządne rządy" niczym mnie nie zaskoczyły. Obecnie proponuje "rządzącym", aby podjęli uchwałę , kto szpera i chce dochodzić prawdy innej niż ujawniona, podlega karze więzienia. No , ale to oczywista oczywistośc. "Panowie" macie doświadczenia w uciszaniu prawdy, uciszaniu przez tyle lat Katynia, uciszaniu prawdy w sprawie holocaustu, uciszaniu prawdy o setkach wymordowanych Polaków. Nawet boicie się ich kości, tajemniczo pochowani. Jeszcze tylko Pośpieszalskiego z TV się wyrzuci i będzie cacy. "My" przecież wiemy, że nie zawsze warto rozmawiać, tyle Polaków śp. nam to mówi. Całe szczęście, że moherom jeszcze można, bo to głupi i nieszkodliwy podgatunek robactwa. Co innego wykształconym z wielkich miast, oni są świadomi, że muszą milczeć. Bawcie się dalej !!!

Proszę państwa dzisiaj dopiero kolega teli wskazał film konkretnej stacji, konkretnego specjalisty.Dlatego proszę koniecznie przesłuchać
Dr Tadeusz Augustynowicz - 15.01.2011 - raport MAK - pytania, analiza jest jednym z największych moich autorytetów
teli, 2011.01.16 o 20:26
www.youtube.com/watch?v=HtvwXzNfoAI&feature=sub

Proszę przeczytać koniecznie na temat "eksperta" co zaznaczyłem w artykule. Dzisiaj mamy jedną odpowiedz.
Podaję link i zamieszczenie całego art. w komentarzach pod tym moim art. Na wszelki wypadek, jeśli by znikł na bibule.
Kim jest pułkownik Edmund Klich? –
Link nie daje się przenieść, dlatego zapraszam do całego art w komentarzach na samym dole. 
 
Takie, tam własne przemyślenia 

5913 odsłon średnio 5 (5 głosów)
zaloguj się lub załóż konto by oceniać i komentować    blog autora
Re: Odurzeni MAKiem 
Zenon Jaszczuk, 2011.01.13 o 20:33
A oto koment z Onet.pl. Dziennikarstwo obywatelskie- jurand- bis pt Krzykacze Europy. Podaję ponieważ zgadzam się z tym punktem widzenia. Czy szykują opinię światową na zagładę Polski i Narodu Polskiego.

Brednie korba1021 dzisiaj, 19:32 Obserwuj

Tu stoją syjonistyczne organizacje i propaganda, że to, co się działo jest wbrew wierze.
Autor Stanisław Wysocki w pracy ?Żydzi przeproście!? (Warszawa 1998) rozszerza tę listę żądając przeprosin za: ?-Służalcze wysługiwanie się Sowietom na wschodnich terenach Polski zajętych przez nich po 17 września 1939r; ?-wprowadzenie i utrwalenie władzy w naszym kraju na wzór sowiecki oraz opanowanie w niej kluczowych stanowisk; ?-bestialskie znęcanie się nad niewinnie aresztowanymi patriotami polskimi i ich masowe uśmiercanie w ubeckich kazamatach więziennych; ?-opanowanie kierownictwa ?Solidarności? i przejęcie za jej pośrednictwem władzy w Polsce po 1989r; ?-wprowadzenie przez T. Mazowieckiego tzw. Grubej kreski oznaczającej pozostawienie w spokoju, bez żadnych rozliczeń, wszystkich prominentów byłej PRL; ?-szkody wyrządzone państwu i narodowi polskiemu przez wyprzedaż za bezcen, obcym, naszych zakładów pracy; ?-szkody wyrządzone Polskiemu rolnictwu ? zgodę na znaczne obniżenie produkcji rolnej, by Polska mogła stać się importerem żywności z krajów zachodnio ? europejskich; ?-rzadko spotykane zażydzenie polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych; ?-oskarżenia Polaków o antysemityzm; ?-oskarżanie Polaków o współudział a Holokauście; ?- wyszydzanie polskiego patriotyzmu i tradycji narodowych; ?- napastliwe ataki na Kościół Katolicki; ?- upowszechnianie kłamstw o wydarzeniach kieleckich w 1946 r. I marcowych w 1968 r.
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Odurzeni MAKiem 
teli, 2011.01.13 o 21:38
troszkę zająłem się MAKówkami i nie bardzo mam dla nas czas, chyba zrelacjonujecie co się dzieje w świecie
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Odurzeni MAKiem 
Zenon Jaszczuk, 2011.01.13 o 22:15
teli.
Ja mam wiadomości tylko z sieci, telewizji nie oglądam. Na dodatek odbieram poród. "Wiewiórka" mi się szczeni. Pozdrawiam
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Odurzeni MAKiem 
Zenon Jaszczuk, 2011.01.14 o 00:24
Za Onet.pl
Rodzi się kłamstwo smoleńskie"
wczoraj, 21:41
KLe / TVN24
Witold Waszczykowski, fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta- Wydaje mi się, że na naszych oczach rodzi się kłamstwo smoleńskie. I to jest tragedia kolejna, z którą będziemy żyli przez lata – tak jak przez kilkadziesiąt lat z kłamstwem katyńskim i oświęcimskim – powiedział w "Faktach po Faktach" były szef BBN Witold Waszczykowski.

Waszczykowski dyskusje w studiu na temat raportu końcowego MAK spuentował porównaniem sytuacji, "w jakiej będziemy teraz żyli przez wiele lat", do sytuacji po mordzie katyńskim w 1940 roku.

Polityk odniósł się także do raportu MAK i reakcji polskich władz. - Premier powiedział, że on nie narazi stosunków z Rosją. Zburzył się także mit konwencji chicagowskiej: premier powiedział, że to Rosja zdecydowała - podkreślał.
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Odurzeni MAKiem 
Piotr Świtecki, 2011.01.14 o 00:31
Hm? A co ma do tego kłamstwo oświęcimskie? Panu Waszczykowskiemu się niemnożko porąbałoś?
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Odurzeni MAKiem 
Zenon Jaszczuk, 2011.01.14 o 00:34
Mufti.
Trudno powiedzieć co miał na myśli, ale kłamstw Oświęcimskich było pełno. Samo zejście z 4,5 do okolo 1 mln itd.
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Odurzeni MAKiem   
Marek Kajdas, 2011.01.14 o 16:01
Niepotrzebnie wsadził wstawkę o kłamstwie oświęcimskim, ale widać jest nadal w niewoli poprawności, nieraz słyszę jak ostrożnie mówią w Radio Maryja, zwłaszcza w odpowiedzi na pytania słuchaczy. To co się wydarzyło w obozie powinno być badane przez rzetelnych naukowców, a nie dekretowane orwellowską ustawą która poniekąd zabiła całkiem zacnego dr Ratajczaka. Policja myśli go zabiła.

Ilu zginęło więźniów? Nie mam pojęcia, ale rtm Pilecki pisał o 4 mln o ile pamiętam na rok 1943... A to facet który wiedział co robi, co mówi, co wie. Być może zatem liczba 6 mln jest bliższa prawdy, niż oficjalne 900 tys... i co jest kłamstwem, kto jest kłamcą, za co mam iść na 2-3 lata do paki?

Po II wojnie nie możemy doliczyć się kilku milionów obywateli II RP. Zniknęli? A może jednak jest wytłumaczenie bardziej racjonalne.
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Zenek 
J.Ruszkiewicz - SpiritoLibero, 2011.01.14 o 08:01
Trzeba pogadać z Muftim, żeby skale ocen zwiększył.
Pozdro.
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Zenek 
Zenon Jaszczuk, 2011.01.14 o 11:15
Spiritku
Witaj. Wystarczy, co Ty będziesz maturę robił, że same dziesiątki Ci potrzebne. Trzeba pisać, aby szło w świat. Nie wiem na ile to jest realne, ale bym wolał, aby na stronie był jakiś "tłumacz" automatyczny. Powiedzmy na język angielski, niemiecki, francuski a nawet rosyjski.Pozdrawiam
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Zenek 
J.Ruszkiewicz - SpiritoLibero, 2011.01.14 o 11:36
Ja tam tym "tłumaczom" internetowym nie dowierzam. Chociaż mój smyk tak potrafi sprytnie z tego korzystać, że ma 4 i babka od angielskiego jeszcze się nie połapała. A jest cięta na te numery.

PS Ta dziesiątka to miała być dla Ciebie :P
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Zenek 
Zenon Jaszczuk, 2011.01.14 o 12:20
Spiritku.
Napewno tłumacz z automatu ma wady, ale można się pokapować o co chodzi. A dychę dostałem od Ciebie pomimo ,że jej nie ma. Dzięki.:-}}}
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Odurzeni MAKiem 
Zenon Jaszczuk, 2011.01.14 o 13:48
Za portalem arcana
Nowak: Tylko słowo honoru generał Anodiny przemawia za wiarygodnością raportu
Podziel się 14-01-2011 12:58To jest raport jak na zlecenie Stalina, upokorzenie generała Błasika nie było wcale Rosjanom potrzebne, ale chodziło o zhańbienie Polski - komentuje dla Portalu ARCANA profesor Andrzej Nowak. Czy minister Bogdan Klich i prezydent Bronisław Komorowski nie wypełniają swoich podstawowych obowiązków obrony polskiego munduru i Orła Białego?


fot. Jan Bortkiewicz
przeczytaj także:
Konferencja prasowa przedstawicieli Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego
Nowak: Bez polskiego, romantycznego ducha, Polska umiera cz. II
Od 10 kwietnia, tj. odkąd premier Tusk zgodził się na prowadzenie śledztwa przez MAK, treść raportu wydaje się być znana. Wszystkie wcześniejsze śledztwa MAK-u kończyły się w ten sam sposób – uznaniem winy pilotów. Każdy kto zna tę instytucję, już 10 kwietnia wiedział, że ich ustalenia nie mają nic wspólnego z prawdą, a wyłącznie z oficjalną wersją wygodną dla MAK (który jednocześnie certyfikuje samoloty, które uległe wypadkowi) oraz wygodną dla instytucji, której są całkowicie podległe – strukturom bezpieczeństwa państwa rosyjskiego. Pamiętajmy, że wywodzą się one ze struktur bezpieczeństwa państwa sowieckiego, czyli najbardziej zbrodniczej formacji policyjnej, jaka kiedykolwiek funkcjonowała.

W tym sensie raport MAK-u nie może być zaskoczeniem, można nawet powiedzieć, że dorównanie najgorszym wzorcom sowieckim budzi pewien respekt. To jest raport napisany jak na zlecenie Stalina. Symbolem jest tu uwypuklenie roli generała Błasika i jego rzekomego stanu upojenia alkoholowego. Chodzi o zhańbienie polskiego munduru, chodzi o podeptanie godności Polski. Przecież to nie było w ogóle potrzebne, żeby wykazać rzekomą winę ze strony Polski. Wystarczyło powiedzieć: był generał Błasik w kokpicie, były naciski. Można było trzymać się tych starych tez, które pojawiły się od 10 kwietnia w Gazecie Wyborczej, w wypowiedziach ludzi dyszących nienawiścią do prezydenta Kaczyńskiego i państwa polskiego. Widać wyraźnie, że dodanie tego akcentu, postawienie na pierwszym miejscu rzekomego pijaństwa generała Błasika przez generał Anodinę, pokazuje chęć zhańbienia Polski, polskiego munduru i Orła Białego.

Przygnębia mnie fakt, że spora część mediów – być może w dobrej wierze – wchodzi w polemikę z tym raportem. Przygnębiła mnie strasznie notatka w „Rzeczypospolitej”, którą znalazłem. Tytuł brzmi tak „Ekspert: generał Błasik być może nie był pijany”. Wchodzenie w tego rodzaju dyskusje z raportem jest dokładnym spełnianiem scenariusza jego twórców – żeby strona polska zaczęła się tłumaczyć. Józef Goebbels mógłby się uczyć tej techniki postępowania z przeciwnikiem, którego chce się zniszczyć. Tym przeciwnikiem jest Polska. Nie pojedyncze osoby, lecz państwo polskie.

Nie należy z tym raportem w ogóle polemizować. Tę uwagę dedykuję ministrowi Millerowi, senatorowi Cimoszewiczowi i redaktorowi Gazety Wyborczej Jarosławowi Kurskiemu. Ich komentarze przeczytałem i widzę, że wszystkie brzmią mniej więcej w ten sam sposób: że jest to przykre, bolesne, ale może uda się do raportu MAK-u dodać coś jeszcze. Jest to na rękę Rosjanom.

Dlaczego nikt ze strony polskiej nie został dopuszczony do oryginalnych dowodów potwierdzających wersję MAK? Jest to wydarzenie urągające zdrowemu rozsądkowi. Pułkownik Klich powiedział kilka dni temu, że nikt z Polaków (łącznie z nim) nie został dopuszczony do obejrzenia choćby owego skrzydła, którego urwanie – według raportu MAK – miało spowodować tak tragiczne skutki katastrofy.

Pytam więc: jeżeli nikt z Polaków nie widział tego skrzydła, jeżeli drzewo, o które to skrzydło miało się urwać, zostało wycięte, jeżeli oryginały czarnych skrzynek nie zostały do tej pory przekazane Polsce, jeżeli zeznania kontrolerów lotu (potwierdzające ich winę) zostały w bezprecedensowy sposób odwołane... Jeżeli pytanie o zapis ostatnich minut lotu na taśmach radaru lotniska, spotkało się z odpowiedzią, że taśmy się zacięły, jeżeli strona rosyjska pozwoliła sfilmować niszczenie przez siebie wraku, to ja się pytam co innego poza „słowem honoru” generał Anodiny przemawia za wiarygodnością raportu MAK-u?

Jest oczywiste, że nic innego nie stoi, ponieważ nikt ze strony Polski nie miał dostępu do oryginalnych, najważniejszych świadectw tej katastrofy. A więc na jakiej podstawie formułowane są twierdzenia, że sprawę mamy wyjaśnioną, że np. wersję o zamachu należy wykluczyć? Ja nie wiem czy to był zamach, bo skąd ja mogę to wiedzieć? Nie wiem tego, jak nie wiedziałem 10 kwietnia.

Zachowanie rosyjskie w sprawie śladów tej katastrofy wskazuje w sposób jednoznaczny: Rosja zachowuje się tak, jakby chciała coś ukryć.

Jeżeli przyjmujemy wersję rosyjską, to tylko i wyłącznie na „słowo honoru” generał Anodiny. Ani podstawy logicznej, ani żadnej innej podstawy nam to nie daje, ponieważ nie jest ona weryfikowana przez stronę polską. Nie tylko zresztą przez stronę polską – nie jest ona weryfikowalna w ogóle, ponieważ stwierdzono, że najważniejsze świadectwa nie istnieją, albo je zniszczono. I pokazano nam jeszcze jak się je niszczy.

Stroną najważniejszą tego raportu jest jednak hańbienie: polskiego munduru, Orła Białego, ważnego generała NATO, którego przecież uczczono tablicą honorową w bazie sojuszu w Niemczech. Minister Klich i prezydent Komorowski jako zwierzchnik sił zbrojnych nie występując ze stanowczym protestem przeciwko tej hańbie, którą sugeruje MAK, dyskwalifikują się w tych właśnie rolach - Ministra Obrony Narodowej i Zwierzchnika Siła Zbrojnych. To nie jest prywatna sprawa Pani Błasik, to nie jest sprawa PiSu, to nie jest kwestia żadnej konkretnej grupy obywatelki, to jest sprawa Państwa Polskiego i Polskich Sił Zbrojnych. O to przecież chodziło stronie rosyjskiej. Nadając ten komunikat Rosjanie nie chcieli uwiarygodnić raportu, lecz pokazać pijanego polskiego generała, który ze stereotypową brawurą polskiego pijaka doprowadza do tragicznej katastrofy Państwa Polskiego. I tyle mam do powiedzenia na ten temat.

Rozmawiał: Stefan Jopek
Opracowali: Paulina Kleszno, Jakub Maciejewski
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Odurzeni MAKiem 
teli, 2011.01.14 o 14:37
Ja mam już kwadratową głowę od czytania i słuchania wszystkich opinii i analiz MAKowskiej wersji wydarzeń. Teraz to tylko cud może nas uratować, nie wiem czy JP II zdąży, ale tylko na to możemy liczyć. Robię zestawienie uwag do raportu.
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Odurzeni MAKiem 
Zenon Jaszczuk, 2011.01.14 o 14:49
teli
Powodzenia, Ty jesteś fachowcem. Kiedyś jak jeszcze pisałem na onecie, tam był Jacek Kefirek /albo podobnie/ on zbierał wszystkie materiały na ten temat od pierwszego dnia. On ma tego tony, może zerkniesz i coś Ci się przyda. Ja jako nawet nie amator w tych dziedzinach, napisałem moje odczucie w takiej a nie innej formie- jak widzisz. Jednak widzę, że dośc celnie to ująłem, co potwierdza art prof jak w/w Nowaka. Wszystko pokropili alkoholem. Pozdrawiam
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Odurzeni MAKiem 
teli, 2011.01.14 o 14:56
wszyscy zmiękli i chcą postawić zarzuty kontrolerom, nawet jak się to uda, to nie będzie i tak prawda i racjonalne wytłumaczenie tej katastrofy, myślę że Macierwewicz jako pierwszy postawi publicznie odpowiednie tezy i je udowodni
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Odurzeni MAKiem 
Piotr Świtecki, 2011.01.14 o 15:06
Teli, proszę odpowiedz już teraz chociaż na jedno pytanie: czy jest możliwe, by na skutek kiepskiego sprzętu na wieży oraz opóźnień w przekazywaniu informacji radiem różnice między stanem faktycznym a standem raportowanym były tak duże? ("na kursie i ścieżce" oraz podana w którymś momencie odległość od lotniska różniąca się o ok. 40% od faktycznej).
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Odurzeni MAKiem 
teli, 2011.01.14 o 15:22
ja jestem wręcz pewny że sprzęt nie działał poprawnie, ale to przesunięcie jest wynikiem zmontowania zapisu, koronny dowód nie do podważenia przez nikogo i w żaden sposób, to zapis z sekcji zwłok pilotów, iż nie zacisnęli rąk na wolancie i swobodnie ześlizgnęły się na tablice, wiem że w nocy przesłałem ci bełkot, ale znajdę jeszcze kilka dowodów na z fałszowanie zapisów z rejestratorów i tym trzeba się zająć, a nie koniecznie generałem Błasikiem i kontrolerami
człowiek w czasie zagrożenia życia odruchowo zaciska ręce i łapie się wszystkiego co ma pod ręką, tu było zaskoczenie i nie było nawet sekundy na myślenie
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Odurzeni MAKiem 
Piotr Świtecki, 2011.01.14 o 16:00
OK.
Nic nie przysłałeś w nocy - chyba nie kliknąłeś "wyślij"? (coś z tym muszę zrobić, inni też zapominają wysłać wiadomości po napisaniu)
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Odurzeni MAKiem 
teli, 2011.01.14 o 16:08
wysłałem ci aż 5 wiadomości bo tyle miałem nie wysłanych, chyba trzeba to zmienić skora my się motamy to inni również będą
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Odurzeni MAKiem   
Marek Kajdas, 2011.01.14 o 15:55
"Specjalnie nie interesowałem się tą "katastrofą""

W tym problem że Polakom umykają bardzo ważne wydarzenia. Ta sprawa powinna interesować nas bardziej PRZED katastrofą od momentu wstawienia Komorowskiego jako kandydata na prezydenta zamiast Tuska. To nas powinno obudzić, a jakoś tak przeszło umiarkowanie na luzie, Sikorski mąż swojej żony nas trochę uśpił i setki innych przykrywek od 2009 roku. Uderzono w czuły punkt, w podbrzusze Polaków, a szykowano to od dekady chyba jako pułapkę do ewentualnego wykorzystania. Przecież upadek tego lotniska zaczął się dawno mimo iż wiedziano że systematycznie będą tam przylatywać nasze władze, wojskowi.

Znowu ta polska naiwność, to uśpienie które przez wieki nie pozwala nam osiągać wyników mocarstw takich jak USA. Przecież ta cholerna Ameryka była zadupiem kiedy I RP rozwalała hordy Otomańskie. To my mogliśmy rządzić światem, jeszcze w końcu XVII wieku była na to spora szansa.

Zawiedliśmy i teraz musimy być czujniejsi, bardziej przenikliwi, ale też ostrożni. Nie chcę wojny z Rosją, a wiele stron chce jej. Chcą żebyśmy zginęli, żeby coś się zmieniło w układzie geopolitycznym. W końcu pojawi się teza, dowody oficjalne na zamach, na pewno mają Amerykanie, Izrael. Jeżeli nie... to je sfabrykują jak z Irakiem itd Mamy przerąbane, ale Smoleńsk należy potraktować w kategoriach przegranej bitwy, kampanii (jak wycieczka Piłsudskiego na Kijów) a nie klęski totalnej. PO musi przegrać wybory, uwierzcie mi że od PiS-u odbijemy się w lepsze obszary, będzie nieco lepiej, lepszy klimat dla różnej maści patriotów, także dla nas bardziej "oszołomskich". Tak trzeba. PiS to taki Paderewski na start, jeszcze nie Dmowski, ale już nie socjaliści z lewej których Piłsudski wspierał.

PO nie pozwoli powstawać żadnej prawicy, siłom patriotycznym, już teraz zakładam że jesteśmy inwigilowanie, jakieś listy proskrypcyjne, jako skrajni z prawej wszyscy skończymy w ciupach, psychuszkach, na bezrobociu, albo w mogile czy na dnie rzeki wrzuceni przez nieznanych sprawców. PiS jednak jest "lżejszy" i naturalne że nie powinna prawica tak walić w nich jak w bęben. Należy krytykować kosmopolityczne, szkodliwe jednostki w PiS jak kiedyś Zalewskiego co teraz jest w PO, to są szkodnicy w otoczeniu Kaczyńskiego. Prawica powinna od zaraz przypuścić frontalny atak na PO, SLD, PSL i tego oczekuję od takich społeczności też jak nasza tutaj. Nie musicie w ogóle ani słowem reklamować PiS, ale proszę też dajcie im szansę AD 2011 warunkowo w stanie wyższej konieczności. O to proszę jako chyba przyszły członek PiS :)
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Odurzeni PiSem 
Piotr Świtecki, 2011.01.14 o 16:07
Proszę Pana, również PiS "nie pozwoli powstawać żadnej prawicy, siłom patriotycznym". A "największym szkodnikiem w otoczeniu Kaczyńskiego" jest sam Kaczyński.

Ja proponuję myśleć wprost i mówić prawdę, a nie "kombinować" z "mniejszym złem", bo takiemu uwikłaniu nie będzie końca.

Czym jest PO, PSL i tak dalej to jest w sumie jasne. Natomiast PiS się ciągle stroi w patriotyczne, polskie piórka, a ludzie dają się nabierać.
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Odurzeni PiSem 
Adam39, 2011.01.14 o 17:25
Ja osobiście uważam że PiS jest partią antypolską. Tak jak wszystkie partie będące obecnie w sejmie. Kaczyński i ta cała jego kamaryla nawet gdyby wygrali wybory, niczego dobrego dla Polski nie zrobią. Role są już dawno rozdane to raz, a po drugie nie mają odpowiednich ku temu ludzi. Liczenie na to że może im się uda, moim zdaniem jest co najmniej naiwne i prowadzące tylko do przedłużania narzuconych nam oszukańczo niepolskich antynarodowych rządów.
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Odurzeni MAKiem 
Zenon Jaszczuk, 2011.01.14 o 17:09
Marek Kajdas.
Specjalnie się nie interesowałem.... bo jak napisałem dla mnie to był i jest zamach. Dlatego też napisałem, że jak ci wszyscy "tłumacze" występowali zgodnie z pierwszą wersją soviecką, to nie dobrze mi sie robiło. I to jest moja myśl a nie tylko pierwsze zdanie. Czy to uderza w Polskę i w Polaków - tak, tak. Tylko musimy pamiętać podstawową rzecz, Polska została zdradzona, sprzedana w 1939 roku [ a to jest pewnik , że planowo dużo wcześniej]i do dnia dzisiejszego jest w niewoli. Polskiej Polski nie ma od 1939 roku i to jest fakt nie do zbicia. Wszelkie inne tłumaczenia to zwykłe oszustwo i spekulacje pozbawione rzetelności. Dlatego teza, że PiS to jest coś propolskiego, jest utopią. Ja nawet powiem więcej , co mnie obchodzi, że Żydzi Żydów znów załatwili. To są ich wewnętrzne rozgrywki, niestety dotyczące Polski i rządów światowych. Zobacz, cały żydowski KOR prowadzony przez spec służby został podznaczany co do jednego. Dla zmylenia przeciwnika, częśc przez Wałęsę, część przez Kwaśniewskiego, część przez Kaczyńskiego. Piszę trochę po łebkach bo o tym wszystkim już pisałem wielokrotnie. Pisałem tez, proszę wyliczyc, za i przeciw PiSowi, Kaczyńskim, nikomu się nie chce. A można zacząć od Żydzi, klub krzywego koła, KOR ,okrągły stół, Michnikt po wskazówki jeżdzi do Moskwy, pierestrojka sterowana, likwidacja przemysłu, gospodarki , Jedwabne, szopki z UPA , głosowania antypolskie w tym za odszkodowaniami dla złodzieji a nie dyskusja o poszkodowanych , traktat itd, itd Pozdrawiam
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Odurzeni MAKiem 
J.Ruszkiewicz - SpiritoLibero, 2011.01.14 o 17:26
No... To sprawę POPiSu mamy załatwioną :D))))
Do lamusa.
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Odurzeni MAKiem 
Zenon Jaszczuk, 2011.01.14 o 17:37
Spirito
Mogłeś cos więcej napisać, czy chociaż się z tym moim wywodem, trochę zgadzasz.:-}}}
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
A co mam sie rozpisywać? 
J.Ruszkiewicz - SpiritoLibero, 2011.01.14 o 18:02
Znasz doskonale moje ciepłe uczucia do tych pajaców Kaczorów Donaldów.
Ktoś chyba dla jaj specjalnie takie ksywki wybrał :D)))
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: A co mam sie rozpisywać? 
Zenon Jaszczuk, 2011.01.14 o 18:10
Spirito.
My wiemy, że kaczorów jest trzech, ale te "naukofce" gadają o 2ch. Jak nie patrzeć, "walka" w rodzinie.
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
No widzisz? 
J.Ruszkiewicz - SpiritoLibero, 2011.01.14 o 18:29
Bez słów się rozumiemy :D))))
Klawiatura odpocznie przynajmniej :)
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: No widzisz? 
Zenon Jaszczuk, 2011.01.14 o 20:54
Jarek
Dawaj tutaj jakiegoś Juranda, bo się zagłaszczemy. Tylko nie tego Juranda, bo coś mi się widzi, że on by tutaj się z nami zgadzał na 100%. Pozdrawiam
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Odurzeni MAKiem 
Zenon Jaszczuk, 2011.01.15 o 09:04
Za bibula.com. Ostatnie zdania są do bólu prawdziwe - niszczyciele.
+www.bibula.com
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Odurzeni MAKiem 
Zenon Jaszczuk, 2011.01.16 o 19:14
Siała Anodina MAK
nie wiedziała jak
Putin wiedział i powiedział
Tusku to się robi tak - 40 % wodki.
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Dr Tadeusz Augustynowicz - 15.01.2011 - raport MAK - pytania, analiza jest jednym z największych moich autorytetów 
teli, 2011.01.16 o 20:26
+www.youtube.com
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Dr Tadeusz Augustynowicz - 15.01.2011 - raport MAK - pytania, analiza jest jednym z największych moich autorytetów 
Zenon Jaszczuk, 2011.01.16 o 21:13
teli
Witaj. Zgadzam się z twoim zdanie. Pierwszy raz wysłuchałem faceta, kory moim zdaniem wie co mówi. Odpowiedni facet na odpowiednim miejscu. Bo inni jak pisałem w art. to rzygać się chce jak ich się słucha. Pozdrawiam i dzięki.
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Dr Tadeusz Augustynowicz - 15.01.2011 - raport MAK - pytania, analiza jest jednym z największych moich autorytetów 
Zenon Jaszczuk, 2011.01.16 o 21:23
teli
Nie wiedziałem czy mi się uda, jednak udało się. Wkleiłem twój tekst i link do art głównego. Mam tylko nadzieję, że nie masz nic przeciwko temu. Uznałem, że tam więcej ludzi zobaczy. Pozdrawiam serdecznie.
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Dr Tadeusz Augustynowicz - 15.01.2011 - raport MAK - pytania, analiza jest jednym z największych moich autorytetów 
teli, 2011.01.17 o 00:13
pewnie pisz i wklejaj, mi ciągle brakuje czasu na rozwinięcie się,
piszę surówki gdzie i co, z których inni tworzą piękne notki
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Dr Tadeusz Augustynowicz - 15.01.2011 - raport MAK - pytania, analiza jest jednym z największych moich autorytetów 
Zenon Jaszczuk, 2011.01.17 o 00:23
teli
Oczywiście rób na ile Ci czasu wystarcza. My będziemy rozwijać. Chociaż nie jestem tego do końca pewien, coś towarzystwo się pospało. A samemu głupio pisać. Zobacz po prawej, prawie same moje wpisy. Niby jestem w sieci a sam z soba rozmawiam. Mam nadzieję, że to przejściowe, tzn, że nie przejdzie na wszystkich :-}}}}. Pozdrawiam, dobrej nocy
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
... 
Piotr Świtecki, 2011.01.17 o 01:07
Jak jest okazja, to trzeba z sensem wklejać linki na innych serwisach - czy w komentarzach pod artykułami, czy na serwisach w rodzaju Wykop.pl, pejsbók, jakieś twittery, blipy itd.
Raz, że wtedy ten i ów kliknie i przyjdzie tu. Dwa, że to poprawia to ranking w wyszukiwarkach.
No a poza tym to już chyba niedługo opublikowane zostaną teksty programowe o idei polskości/imperialnej, więc zacznie się dyskusja i organizacja w tym temacie.
Pozdrawiam.
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: ... 
Zenon Jaszczuk, 2011.01.17 o 07:33
Mufti.
Czy to będzie znaczyło, że zakłódkujesz całą stronę. Mam cichą nadzieję, że nie. Na stop syjonizmowi w polecanych są Polacy, czyli nasz adres. Pozdrawiam
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: ... 
Piotr Świtecki, 2011.01.17 o 14:32
Nie jestem pewien czy dobrze rozumiem pytanie, ale chodziło mi o to, że w końcu te teksty będą dostępne dla wszystkich - również do dalszej dyskusji.
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: ... 
Zenon Jaszczuk, 2011.01.17 o 19:34
Mufti
Rozumię, tylko pytam czy teksty bedą ruchome, czy zakłódkowane. Czyli stojące w miejscu na SG. Pozdrawiam
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: ... 
Piotr Świtecki, 2011.01.17 o 19:54
Aha. Ja to nazywam "przypięte", "zakłódkowane" inaczej zrozumiałem. Mi się wydaje, że jakoś inaczej, pod osobnym linkiem zebrane, ale z możliwością komentowania - albo bez ;-) Trzeba się zastanowić razem.
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: ... 
Zenon Jaszczuk, 2011.01.17 o 20:00
Mufti
Właśnie, chciałem zaproponować. Pierwszy tekst gł zakłódkowany na SG. W nim ewentualnie podane wszystkie tematy I,II,III itd. Wejście w ten temat otwiera inną stronę ze wszystkimi tematami.Nie wiem czy jasno się "wychlastałem". ciekawe jak to widzi Krzysztof. Pozdrawiam
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Dr Tadeusz Augustynowicz - 15.01.2011 - raport MAK - pytania, analiza jest jednym z największych moich autorytetów 
teli, 2011.01.17 o 01:08
no co TY ja nie jestem w stanie przeczytać wszystkiego co piszecie
jak wiewiórki
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Dr Tadeusz Augustynowicz - 15.01.2011 - raport MAK - pytania, analiza jest jednym z największych moich autorytetów 
Zenon Jaszczuk, 2011.01.17 o 07:38
teli. Narazie mam dwie malutkie wiewióreczki, czują się dobrze. Powodzenia
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Dr Tadeusz Augustynowicz - 15.01.2011 - raport MAK - pytania, analiza jest jednym z największych moich autorytetów 
J.Ruszkiewicz - SpiritoLibero, 2011.01.17 o 14:21
Nie kwękaj Zenonie :D)
Cały czas czytam ale żeby z sensem włączyć się do dyskusji to trzeba troszkę pokombinować. Ja z czasem teraz kiepściutko a pisać tylko po to, żeby zapychać serwer...
Dwie duże notki leżą mi odłogiem i nie mam jak się zebrać.
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Dr Tadeusz Augustynowicz - 15.01.2011 - raport MAK - pytania, analiza jest jednym z największych moich autorytetów 
Zenon Jaszczuk, 2011.01.17 o 19:37
Spiritku.
Daj żonie odpocząć i pisz. Napisz podanie do żony o dwa dni wolnego.Co to jest kwęka, może kwakwa :-}}
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Teli 
w.red, 2011.01.17 o 20:40
Obejrzałem już wczoraj bo nie mogłem się oprzeć. Facet wie co i o czym mówi. Gdyby skonfrontować z nim Klicha czy innego (jak mu tam było - Fischer ?) to załamali by się od razu. Dziś kiedy czytam co niektóre notki i "newsy" to nóż się w kieszeni otwiera. Naprawdę trzeba uważać ludzi za bandę debili by mieć czelność tak łgać. Przed sekundą odpisałem niejakiemu free you mind na NP bo facet chciał mi wmówić że na filmie Koli nie było widać kokpitu. Myślałem że mnie krew zaleje. Gdzie on k..urde do tej pory się uchował w takiej nieświadomości błogiej ?! No nic, dzięki za link. Kończę bo jeszcze mną rzuca :/
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Teli 
teli, 2011.01.17 o 22:39
jak się ogarniecie to jeszcze to wprawdzie dość stare ale merytoryczne
+www.naszdziennik.pl
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Teli 
w.red, 2011.01.18 o 01:06
Przeczytałem jeszcze raz i tylko potwierdza to że cała sprawa jest ustawiona od samego początku. Inna sprawa czy Rosjanie i na ile maczali w tym łapki. Choć w moim odczuciu było to dla nich takim samym zdziwieniem jak dla nas (mówię tu o "czynnikach oficjalnych" bo ich "służby" to już inny temat.
PS
W wolej chwili wstąp na NP i zobacz jak FYM i ŁŁ robią z siebie idiotów (na filmie Koli zamiast szczątków kokpitu widocznych jak wół widzą ...ogon tupolewa). Co prawda ja jestem dyletantem ale nie aż takim by nie odróżnić "przodu" od "tyłu". Dziwi mnie to tym bardziej że obaj od początku śledzą tą sprawę. Wydaje mi się jednak że po tym filmie "mgła" rzuciło im się na oczy.
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Teli 
teli, 2011.01.18 o 14:55
redzie daj linka, bo ja jeszcze nigdzie nie widziałem kokpitu, w pierwszy dzień założyłem że była to bombka termobaryczna i jak na razie wszystko na to wskazuje, nigdy i nigdzie samolot nie rozwalił się w tak drobne kawałki
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Teli 
w.red, 2011.01.18 o 16:27
+www.youtube.com

Od około pierwszej minuty filmu po lewej stronie ekranu prawie obok kół podwozia (lekko na lewo i w dół) widać całkiem wyraźnie przód (dziób, kokpit) a raczej jego resztki.
Co do samego ładunku zapewne masz rację i kwestią zdaje się być tu tylko gdzie eksplodował skoro praktycznie prócz fragmentu kokpitu i ogona oraz strzępów "salonki" kadłuba samolotu nie ma. Jak pisałem FYM-i inna sprawa, że na późniejszych zdjęciach oraz w zgromadzonym na płycie "zestawie" resztek kokpit "wyparował".
Na dzień dzisiejszy wyparowało w podobny sposób wiele materiałów z tego filmu poumieszczanych na tubie i zamiast nich wpakowano tam bzdety.
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Teli 
teli, 2011.01.18 o 19:10
no faktycznie na filmie widać więcej niż na zdjęciach, nie dam sobie nic uciąć, ale może być to kokpit
tym bardziej że były wersje że został zabezpieczony i umieszczony w hangarze, ale gdzieś wyparował
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Teli 
Zenon Jaszczuk, 2011.01.18 o 12:26
teli.
Dlatego ja często protestuję, że nie ma w Polsce ludzi inteligentnych, wybitnych i normalnych. Dla nich nie ma tylko miejsca w tym rządzącym szambie razem ze wszystkimi ściekami . Dlatego mądrych ludzi nie widać, bo nikt ich nie przedstawi. A oni są i basta. Pozdrawiam
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Odurzeni MAKiem 
Zenon Jaszczuk, 2011.01.18 o 18:59
"Ekspert"
W nawiązaniu do art. gł. "Iluż to "ekspertów"......"
Wkleiam dla państwa, moim zdaniem, jedną odpowiedz, na jednego "eksperta". Stary mój ten nos a jeszcze nie zawodzi. Za bibula.com
Kim jest pułkownik Edmund Klich? – Podejrzana misja polskiego akredytowanego
Aktualizacja: 2011-01-17 12:10 am

Po katastrofie wojskowego samolotu CASA C-295 M numer 019, która wydarzyła się 23 stycznia 2008, o godzinie 19:07 w Mirosławcu, powołana została przez MON, 29 osobowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego skupiająca najlepszych polskich fachowców. Na próżno wśród jej członków i ekspertów szukać nazwiska pułkownika Edmunda Klicha.

Tamtego tragicznego wieczoru nasz wybitny ekspert nie poczuł nieodpartej potrzeby by spakować się, wybiec z domu i jechać na oślep przed siebie powodowany poczuciem odpowiedzialności i patriotyzmu, choć wśród ofiar było wielu jego przyjaciół i znajomych.

Edmund Klich znał wówczas swoje miejsce w szeregu i wiedział doskonale, że badanie wypadków w lotnictwie państwowym to nie jego działka. On jest szefem Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych istniejącej przy ministrze infrastruktury i w jego kompetencji jest tylko i wyłącznie lotnictwo cywilne. Koniec, kropka.

Tym bardziej wydaje się dziwne, że po ponad dwóch latach pan pułkownik Klich zachował się zupełnie inaczej. Katastrofa rządowego samolotu z prezydentem na pokładzie była w sposób oczywisty również wypadkiem w lotnictwie państwowym. Piloci byli wojskowymi, a samolot należał do wojskowego pułku i leciał na rosyjskie lotnisko wojskowe.

Ów rejs w dokumentach oznaczono literą „M” (military).

Skąd, więc ten nagły impuls i wprost mesjańskie przewidzenie tego, że to on, Edmund Klich właśnie stanie się człowiekiem numer jeden i jako polski przedstawiciel przy MAK i będzie odpowiedzialny ze strony polskiej za wyjaśnienie przyczyn katastrofy? Dlaczego nagle zachował się zupełnie nielogicznie i odwrotnie niż 23 stycznia 2008 roku? Skąd jazda zupełnie w ciemno do Warszawy i wiara, że zastanie tam ministra Grabarczyka, z którym się wcześniej nie umawiał oraz wbrew jakiejkolwiek logice cała tragedia będzie badana tak, jakby była to jedna z wielu katastrof w lotnictwie cywilnym i to na dodatek rejsowym?

Czy aby na pewno wyjazd Edmunda Klicha do Warszawy był tak spontaniczny jak zeznawał w sejmie?

Oto opowieść Edmunda Klicha wygłoszona przed sejmowa komisją infrastruktury 6 maja 2010 roku:

„Rozpocznę od pierwszej informacji, o której – jak większość pewnie z państwa – dowiedziałem się o katastrofie z mediów. Nawet dzwonił jeszcze syn. Mówi: tato czy wiesz, co się dzieje? Włączyłem TVN 24, widzę, co się dzieje, w związku z tym natychmiast zacząłem się pakować i jadę do Warszawy, bo wiedziałem, że już może być problem prawny. Dlaczego? Dlatego, że samolot jest samolotem – był – samolotem lotnictwa państwowego. Załoga była wojskowa. W związku z tym dotyczy to lotnictwa państwowego, którego nie obejmuje załącznik 13 do konwencji o międzynarodowym lotnictwie cywilnym”

Ciekawe. Klich wie już, że załącznik 13 i cała konwencja w tym przypadku nie mają zastosowania, czyli nic tam po nim, a jednak pędzi jak błyskawica do Warszawy.

Dalej robi się jeszcze ciekawiej:

„Tak gdzieś w połowie drogi, chyba w rejonie Garwolina, bo ja mieszkam w Dęblinie i na weekendy jeżdżę do Dęblina, w tygodniu czy jak potrzeba to mieszkam w Warszawie, także nie ma jakiegoś problemu tutaj dojazdu, szybkości na miejsce wypadku czy coś. W połowie drogi dostałem telefon od pana Aleksieja Morozowa, to jest obecnie przewodniczący Komisji Federacji Rosyjskiej, zastępca pani Anodiny – szefowej Mieżnonarodnej Awiacionnej Komisji… Komitetu, to znaczy Międzynarodowego Komitetu Lotniczego. (…) On zadzwonił i powiadomił mnie, że jest katastrofa w Smoleńsku i traktuje to, jako telefoniczne powiadomienie, natomiast formalne będzie później. I było od razu pytanie o procedury, według jakich będzie ten wypadek badany. On zaproponował załącznik 13 do konwencji, bo myślę, że i według jego wiedzy, i ówczesnej mojej wiedzy, to jest jedyny dokument, który podpisała i strona polska, i Federacja Rosyjska, jako konwencję chicagowską tak zwaną z ’44 roku. Ja wtedy nie wypowiedziałem się jednoznacznie, ale też sądziłem, że to będzie jedyne rozwiązanie, to znaczy rozwiązanie, które ma jasne zasady prawne.”

I dalej:

„Po przyjeździe do ministerstwa już pan minister Grabarczyk na mnie czekał. Zgłosiłem się do gabinetu pana ministra i też ten pogląd wyraziłem, że tu chyba aneks 13 jest takim dokumentem, gdzie obydwie strony mają określone procedury, jest to już jasne, to są zasady międzynarodowe.”

Jak widzimy to nie na szczeblu rządowym z udziałem polskiego premiera dochodzi do forsowania załącznika 13 konwencji chicagowskiej, której w ogóle nie stosuje się w przypadku katastrof w lotnictwie państwowym, lecz cały plan zostaje wyjawiony gdzieś w okolicach Garwolina z inspiracji Morozowa i via jego pomagier Edmund Klich przekazany ministrowi Grabarczykowi.

Do faceta, który w ogóle nie jest przewidziany do badania takich wypadków jak katastrofa smoleńska, dzwoni inny facet z Rosji, który również doskonale wie, że to nie ten adres i nie jego instytucja powinna badać tego typu wypadki. O dziwo, obaj wiedzą o tym doskonale, ale polski rozmówca Morozowa, jakby telepatycznie wyczuwa, co będzie się działo i już jest w drodze czytając niemal w myślach zastępcy generał Anodiny.

Zastanawiające, że na eksperta-ochotnika czeka już w Warszawie minister Grabarczyk, choć nie słyszymy w zeznaniach Klicha o żadnym umawianiu się na wspólne spotkanie. Kto poinformował Grabarczyka, że Klich jest w drodze i ma on na niego czekać?

A może to nagłe pakowanie się i wyjazd z Dęblina do Warszawy to typowe zachowanie się podległego służbowo funkcjonariusza po usłyszeniu wydanego mu rozkazu, a nie impuls, którego jakoś zabrakło podczas katastrofy w Mirosławcu i śmierci tylu przyjaciół i kolegów?

Może pierwszym zadaniem Edmunda Klich była walka o postępowanie w myśl 13 załącznika do konwencji chicagowskiej, która jak dzisiaj wiemy okazała się korzystna tylko dla Rosjan gdyż pozwala im dysponować dowolnie kluczowymi dowodami niezbędnymi do wyjaśnienia przyczyn katastrofy i nie wydawanie ich stronie polskiej?

Idźmy zatem dalej.

Klich, choć jeszcze nie jest polskim akredytowanym przy MAK znajduje się błyskawicznie w Moskwie obok takich wybitnych specjalistów wojskowych jak między innymi płk Goliński i płk Milkiewicz. Niestety, za pomocą intryg i kłótni pozbywa się „konkurencji”, która wraca po trzech dniach do Polski i tak oto opisuje później swoje starcie z wówczas jeszcze pułkownikiem Parulskim, szefem prokuratury wojskowej:

“I wchodzę do tego pomieszczenia, jest pan minister Parulski i od razu – no, powiedziałbym dosyć ostro – powiedział mi, że ja w ogóle nie potrafię działać, ja utrudniam pracę prokuraturze, a w ogóle ja ustawiłem… przyjąłem, jako załącznik 13 do procedowania i działam na szkodę Polski. To były bardzo mocne słowa i ja sobie je zapisałem zaraz wieczorem. Więc w tej sytuacji nie wiem, o co chodzi. Ja mówię, ja muszę procedować według załącznika 13 i wymaga tego ode mnie pan Morozow”.

Znowu pojawia się Morozow, którego autorytet i zwierzchnictwo wydają się od początku dla Edmunda Klicha bezdyskusyjne, choć przypominam, nadal nie jest on jeszcze polskim akredytowanym przy MAK i Morozow nie może od niego niczego jeszcze wymagać czy żądać. Dlaczego zwycięża lojalność wobec Morozowa, a nie obowiązek zapewnienia Polsce jak największego wpływu na wyjaśnienie przyczyn katastrofy?

Czyżby odzywała się u naszego „wybitnego eksperta” dusza niewolnika i instynkt podporządkowania się przewodnikowi stada?

Skoro Parulski uważał wówczas procedowanie według załącznika 13-go za szkodliwe dla Polski to znaczy, że prokuratura wojskowa i wojskowi eksperci mieli inny plan, zniweczony z premedytacją przez Rosjan i działającego zgodnie z ich interesem Klicha.

Dalej następuje bardzo sprawna akcja świetnie przygotowanych Rosjan, u których bynajmniej nie widać w tej kwestii żadnego chaosu i bałaganu. Wręcz przeciwnie, wydają się być świetnie przygotowani i działać według wcześniej ustalonego precyzyjnego planu. Oni chcą za wszelką cenę właśnie jego, Edmunda Klicha i to uczucie do niego zrodziło się być może nie w okolicach Garwolina, …ale gdzie indziej i dużo, dużo wcześniej?

W każdym bądź razie to, co dzieje się dalej tak opisuje sam Klich:

„W kolejny dzień, to był poniedziałek, a i kolejny dzień godzina 13.00, tj. wtorek, trzynastego …przepraszam…o godzinie 12.00 podchodzi do mnie pan Morozow i mówi: pan premier Putin zaprasza, no nie mówi się pan w języku rosyjskim tylko jest wy czy ciebie, no jest to taka forma, jak w angielskim, mówi zaprasza ciebie na konferencję prasową do Moskwy na trzecią. Ja mówię, jak na trzecią? Przecież jest dwunasta. Chyba, że jakiś samolot, może przelecę się jakimś Tu-22 albo coś i to wtedy można, prawda? Wszystko możliwe jest, szczególnie w tak mocnym państwie. No i od razu zadzwoniłem do pana ministra Grabarczyka, bo coś tutaj ja za wysoko zaczynam gdzieś być postrzegany, prawda? No i w rozmowie, ja nie wiem czy była taka jasna akceptacja, ale wyczułem, że mogę się na to spotkanie udać do… Aha, bo później było tak: nie będę musiał lecieć do Moskwy, ale będzie telekonferencja i mam być w budynku w jakimś jednym z gubernatorów. Udałem się na tę konferencję. Pierwszy głos zabrał pan premier Putin, później jego zastępca pan Iwanow i jako trzecia pani Anodina, szefowa MAK-u, która jasno powiedziała, że będzie procedowanie według załącznika 13.”

Rosjanie widząc tarcia w polskiej delegacji oraz patriotyczne i fachowe, czyli „groźne” podejście niektórych naszych ekspertów i wojskowych, postanowili posadzić Klicha przynajmniej na ekranach telewizorów, między Putinem, Iwanowem i Anodiną tak, aby ów obraz poszedł w świat i powstało wrażenie, że ich faworyt jest główną postacią w polskiej ekipie i jest to wybór polskiej strony.

Ponownie zwracam uwagę, że dzieje się to 13-go kwietnia i Edmund Klich nie jest jeszcze polskim akredytowanym przy MAK.

W ten oto przemyślny sposób w rzeczywistości to Kreml obsadził stanowisko polskiego akredytowanego przy MAK, a na fali polskiej akcji palenia zniczy na grobach czerwonoarmiejców i podziwu autorytetów z Czerskiej dla wspaniałej postawy władz Rosji, trudno byłoby stawiać w kłopotliwej sytuacji Władimira Putina. Ten zaś sprytnie oraz osobiście nobilitował Edmunda Klicha.

Zresztą któż miałby oponować z obecnej ekipy rządowej, która prężyć muskuły potrafi tylko na własnym podwórku wobec wrednych „pisiorów” wspierana przez zaprzyjaźnione media?

Dzisiejsze teatralne gesty Donalda Tuska, udające niezadowolenie z raportu MAK to zwykła gra pod naiwną publiczkę, a apelowanie do strony rosyjskiej o uwzględnienie polskich uwag do raportu jest niczym innym jak proponowaniem kompromisu zamiast poszukiwaniem prawdy. Tej prawdy Putin oraz Tusk i jego ferajna nie chcą od samego początku i dlatego najwygodniejszym akredytowanym dla obu stron był właśnie Edmund Klich z wyraźnie widoczną, wbitą w plecy rosyjską kierownicą.

Gwarancją na ukrycie prawdy jest też wypróbowany i dobrze znany na całym świecie żołnierz Putina, prokurator Jurij Czajka, o którego „osiągnięciach” i „sukcesach” Tusk nie mógł nie wiedzieć, zgadzając się na pozostawienie w jego wypróbowanych rękach decydującej roli w prokuratorskim śledztwie.

Wszelkie dzisiejsze dywagacje czy przedłużyć Klichowi kończącą się kadencję, jako przewodniczącemu Komisji Badania Wypadków Lotniczych przy ministrze infrastruktury uważam za skandal i objaw wyjątkowego skundlenia polskiej klasy politycznej.

Jednak tak jak trzeba było zmiękczyć pułkownika Parulskiego generalskimi lampasami, podziękować za pomocą wysokiego odznaczenia państwowego ambasadorowi Rosji w Polsce, Grininowi za współudział w dyplomatycznym spisku wymierzonym przeciwko prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu, tak trzeba będzie jakoś „godnie” zagospodarować polskiego eksperta, protegowanego Władimira Putina. Nie mam żadnych wątpliwości, że tak się właśnie stanie.

Ten człowiek powinien jednak kiedyś stanąć przed polskim, prawdziwie niezawisłym sądem, a jeżeli już czemuś ma koniecznie w przyszłości przewodniczyć to najlepiej z poręczenia Putina, dożywotnio, rosyjskiej komisji MAK, najlepiej w złoconej liberii i przed drzwiami do windy w siedzibie „międzypaństwowej komisji” w Moskwie.

„Mocną” pozycję polskiego akredytowanego najlepiej obrazuje ten oto fragment konferencji prasowej MAK z 19 maja 2010 roku. Mamy tu jak na tacy Edmunda Klicha, którego po telekonferencji z Putinem, generał Anodina szybko sprowadza do parteru, tak, aby mu woda sodowa nie uderzyła zbytnio do jego megalomańskiej głowy i znał swoje miejsce w szeregu.

Dziennikarz BBC zadaje pytanie Edmundowi Klichowi o dodatkowy głos w kabinie, czy jest zidentyfikowany i do kogo należy. Drugie pytanie – O zabrany z lotniska w Smoleńsku system ILS.

Chce odpowiadać Edmund Klich, ale Tatiana Anodina wchodzi mu w słowo: „ Może ja odpowiem. Pan Klich może mówić później.”

Od tamtych wydarzeń minie niedługo już dziewięć miesięcy

Pytany ostatnio w programie „Warto rozmawiać” o to czy zbadał to słynne skrzydło rządowego Tupolewa, które ponoć odpadło po uderzeniu w brzozę, polski „ekspert” Edmund Klich odpowiedział przecząco. Za to nazajutrz w wywiadzie dla portalu Wirtualna Polska „specjalista od katastrof lotniczych” stwierdził:

Ważne byłoby, aby ujawnić rozmowy między Lechem i Jarosławem Kaczyńskimi i dowiedzieć się czy rozmowa dotyczyła rzeczywiście jedynie stanu zdrowia matki

Tak drodzy czytelnicy, to nie sen, to się dzieje naprawdę. Ten człowiek de facto nastręczony przez Rosjan, wędruje od studia telewizyjnego do studia, od jednej redakcji do drugiej i traktowany jest zupełnie poważnie, jako obiektywny, niezależny polski ekspert i fachowiec.

Ilość sprzecznych z sobą wypowiedzi, wolt, zmian stanowiska, dziesiątki wywiadów i wydana książka czynia polskiego akredytowanego jednym z głównych narzędzi prowadzonej od samego początku przez stronę rosyjską i polską skoordynowanej akcji dezinformacyjnej.

Półroczne żebranie opinii publicznej o zabezpieczenie wraku samolotu, brak czarnych skrzynek, broni, kamizelek kuloodpornych i amunicji borowców, telefonu satelitarnego prezydenta jak i samego kokpitu samolotu to skandaliczne wydarzenia, które miały miejsce bez żadnego stanowczego protestu polskiego rządu, co może nasuwać podejrzenie, że było mu to na rękę.

Oto III RP w pełnej krasie. Oto upadające chore państwo z ogłupioną do cna gawiedzią, które nie może doczekać się narodowego przebudzenia. Państwo ludzi, którzy mając uszy nie słyszą i mając oczy nie widzą.

P.S. Życie jak zwykle zaskakuje.

Powyższy tekst pisałem 8 stycznia i nie sądziłem, że moje „chore insynuacje” podważające samodzielność decyzji Edmunda Klicha o wyjeździe 10 kwietnia 2010 roku ze swojego domu w Dęblinie do Warszawy potwierdził sam polski akredytowany w wywiadzie dla Gazety Polskiej.

GP - Wkrótce potem – jako pierwszy, zanim zrobił to ktokolwiek ze strony polskiej – zadzwonił do Pana Aleksiej Morozow, wiceszef MAK?

Edmund Klich – Przy okazji chcę tu uściślić pewną informację: Morozow do mnie dzwonił, gdy jeszcze byłem w domu, a nie na trasie do Warszawy, jak powiedziałem w pierwszym przesłuchaniu sejmowym

Lont wetknięty w tyłek polskiej ekipy rządowej 10 kwietnia ubiegłego roku okazuje się dużo krótszy niż sądziłem, dlatego też zamiast pastwić się nad gabinetem szkodników i ciemniaków zadedykuję im refren popularnej piosenki grupy Happysad

„…a miało być tak pięknie
miało nie wiać w oczy nam
i ociekać szczęściem
miało być “sto lat! sto lat!”

Mirosław Kokoszkiewicz


Artykuł opublikowany w Warszawskiej Gazecie (2/2011)

Za: kokos26
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Odurzeni MAKiem 
Zenon Jaszczuk, 2011.08.22 o 13:32
Nie wiem dlaczego, ale zgadzam się z tą wersją. - Wiedziałem i wiem jedno, że to był zamach .
-+++
Za - +orks.nowyekran.pl
Link podany pod art. przez komentatora Wiesław P -


Oszustwo Katastrofy Smoleńskiej

10 kwietnia 2010



Dowody oszukańczej inscenizacji - ręcznego ułożenia -podrzuconych fragmentów

wraku samolotu TU-154M. Uwagi pośrednie.

(ciąg dalszy; „Samolot bliźniak” oraz „Katastrofa, której nie było”)



Cześć Szósta –Dwa samoloty jeden zamach.





(kontynuacja; Oszustwo Katastrofy Smoleńskiej 100821)

+zamach.eu







R.1.1







Wstęp.



Publikując 16 kwietnia 2010 roku pierwszy artykuł – na temat wraku tupolewa smoleńskiego - z tezą „samolotu bliźniaka”, bez delegacji katyńskiej na jego pokładzie - widzieliśmy jasno to, że wrak jest fałszywką. Nie była jasna jedynie kwestia; w jaki sposób ten wrak tam się znalazł. To mogłoby także dotyczyć sytuacji odwrotnej tzn. że w Warszawie, kontrolerom lotu na Okęciu „wystawiono” bliźniaka, a w Smoleńsku podrzucono oryginał.



Możliwe kombinacje wyłożyliśmy w:

+zamach.eu



Dzisiaj jest już oczywiste, że wrak smoleński, został tam podrzucony w częściach i później został wysadzony w powietrze, głównie po to, aby ukryć fakt braku ciał pasażerów oraz nieautentyczność wraku. Bliźniakiem mógł być tupolew 102, ale niekoniecznie. Pisaliśmy, że samolot identyfikuje się głównie przez kabinę pilotów (rasowy mechanik, który robił tam regularny serwis pozna swoją robotę nawet pa małych fragmentach konstrukcji, którą doglądał). W kabinie znajduje się mnóstwo oprzyrządowania, które jest „numerem seryjnym” maszyny, niejako odciskiem papilarnym . Dotyczyło to szczególnie egzemplarza 101, który miał ponoć unikalne wyposażenie produkcji USA. Brak kabiny pilotów, jest główną okolicznością mogącą świadczyć o tym, że wrak smoleński nie pochodził z samolotu 101.



Artykułami od dnia 21sierpnia 2010 roku

+zamach.eu

„ 4.Falszerstwo smoleńskie jest zdemaskowane w faktach, które nie mogą być podważone:

- Rozrzucenie wraku, jego niekompletność oraz forma zniszczenia

- Sztuczna konfiguracja podstawowych części wraku

- świadectwa nt. braku ciał ofiar – krótko po alarmie…”

do dnia 09 lutego 2011 roku

+zamach.eu

„ Dodajmy tu kolejne fakty, których już nikt nie wyruguje; kierunek (kurs) wysypania części wraku podrzuconego Tupolewa świadczą o tym, że:

- nie pochodzą one z katastrofy lotniczej, bo samoloty z urwanym skrzydłem tak nie latają.

- udowodniony przez MAK kurs K2 jest sprzeczny z kursem lotniska w takim stopniu,

że wyklucza to manewr lądowania na pasie. Samolot TU-154, który miałaby lądować na

pasie NIGDY NIE MOGŁBY LECIEC KURSEM K2.”

Opisaliśmy warunki techniczne – tam zastane -na podstawie, których sceny z lasku smoleńskiego uznane są bez wątpienia jako owoc inscenizacji. Zalegający tam wrak samolotu, nie ma nic wspólnego z samolotem, do którego – na Okęciu o godz . 07.27 - rzekomo wsiadła delegacja do Katynia z Prezydentem Kaczyńskim na czele. Dowody ukazane w Smoleńsku świadczą niezbicie o tym, że tam katastrofy nie było. W Smoleńsku nikt nie zginął.



Te kilka zdań – powyżej – są kamieniem węgielnym prawdy na temat kłamstwa smoleńskiego,

dotyczącego miejsce zamachu, który umownie nazwijmy warszawskim. I co najważniejsze: wzajemnego związku ze sobą. Kłamstwo o Smoleńsku ma uwiarygadniać kłamstwo o prawdzie w Warszawie. Te dwa oszustwa tworzą oś wspólną tego krętactwa zamieniające zamach na katastrofę. Obnażenie jednego z tych dwóch kłamstw automatycznie objawia oblicze kłamstwa pod drugiej stronie.



Oszuści i zamachowcy warszawscy widząc fiasko kłamstwa smoleńskiego rozumieją najlepiej to,

że kłamstwo o Okęciu bez podsycanej fikcji smoleńskiej nie utrzyma się długo. Odwracanie uwagi od istoty problemu jakim jest brak faktów o odlocie z Okęcia, przez fantazje o strzelaniu do tych co przeżyli, meconingu, czekistów, sms’y do polski tych co przeżyli, szaleńcu Putinie, etc. przestają funkcjonować, bo kłamstwo w swoich niesłychanych kalamburach nie wytrzymało próby czasu.



Trzeba czegoś nowego. Dlatego właśnie nagle odnajdują się ludzie, którzy widzieli w smoleńsku ciała członków delegacji. Jest ich wielu, ale tylko jeden widział parę prezydencką na Okęciu. Normalnie powinno być odwrotnie. To zastępy świadków widzą wsiadających do samolotu, a tylko nieliczni ofiary katastrofy. No, ale tak jest podczas prawdziwych katastrof.

Tu mamy do czynienia z zamachem, a informacje zamachowców i najętych kłamców, są właśnie podawane według innych reguł – są dezinformacją.



Te fałszerstwa warszawskie są łatwe do odszyfrowania, jako że mają swój specyficzny charakter:

- Dużo krzyku i zamieszania tam, gdzie nic nie może się wydać, bo nic nie było – to Smoleńsk.

- Cicho tam, gdzie nawet jednym słowem można obnażyć straszną prawdę – to Okęcie.



Jakiekolwiek potknięcie na temat Smoleńska nie obnaży niczego innego, jak co najwyżej śmieszność oszustów smoleńskich, który zostali skompromitowani na swoich błędnie rozegranych rekwizytach.

Odwrotnie, drobne nawet błędy w sprawie odlotu na Okęciu poruszą lawinę, której nic nie powstrzyma – ujawnią straszną zbrodnię. A w całym tego tle wiele innych morderstw na ludziach niewinnych, zupełnie postronnych. Zamach w Warszawie ujawni zamach w Mirosławcu, one razem to zamach na Polskę. Oto dlatego jest tak cicho w sprawie Okęcia, 10 kwietnia 2010 roku.



Aby jednak mącić, uwiarygodniać fałszywe wersje, agenci służb nakręcili parę filmideł na temat „katastrofy”, których głównym zadaniem jest wkleić fałszywe historie na temat odnalezionych w Smoleńsku ciał, natychmiast po „katastrofie”. To celem naprawnienia błędu Wiśniewskiego i Bahra, którzy byli autentycznie zadziwieni właśnie ich brakiem, a co spontanicznie zeznali przed kamerami.



Fałszywi świadkowie wkłamując się w scenariusze oszustw smolenskich eksponują się tak na bezwstyd jak i zarzut popełnienia przestępstwa. Kłamiący – przed kamerami, w filmach o „katastrofach smoleńskich”, a nawet później przed reprezentantami Sejmu - urzędnicy państwowi, będący na służbie – w opisywanym przez siebie zdarzeniu smoleńskim – bez cienia żenady oświadczają, że przybywszy na miejsce zalegania wraku smoleńskiego, zobaczywszy w jednym miejscu fragmenty ciał swoich kolegów urzędników – będących także na służbie – wycofali się, bez udzielenia pomocy ofiarom w potrzebie. Stwierdzili oni, że jeżeli „tu” widzą poszarpane ciało, to oczywistym jest to, że nie trzeba już iść dalej i szukać kogoś innego, bo prawie setka pozostałych pasażerów musi być podobnie porozrywana. Czyli, oświadczyli publicznie, że stwierdzili zgon setki ludzi na odległość, bez poszukiwania innych poszkodowanych, bez oględzin całości miejsca wypadku. A do czego byli zobligowani na mocy prawa



Tak bezwstydnie motywuje wysoki urzędnik prezydencki – będący na służbie w momencie zdarzenia-, który do tej pozostałej grupy ofiar - ryczałtem uznanych za niewartych ratowania -zalicza swego szefa Prezydenta Polski. Ani go nie ratując, ani nie próbując szukać.



Powtórzmy i podkreślmy tę zgrozę napisaną tłustymi literami:

Urzędnik prezydencki popisuje się publicznie oświadczeniem mówiącym, że de facto uciekł on z miejsca katastrofy bez udzielenia pomocy ofiarom tego wypadku. Sam będąc na służbie, uciekł z miejsca tragicznego zdarzenia i pozostawił tam poszkodowanych, innych urzędników państwowych, a będących na służbie - w tej samej instytucji, co i on sam - bez udzielenia im pomocy.

Tymczasem prawnie zawsze zachodzi domniemanie utrzymywania się procesów życia u osoby rannej, to aż do stwierdzenia jej śmierci przez odpowiedni personel medyczny. Nikomu nie wolno zaprzestawać wysiłków w ratowaniu życia u poszkodowanych, bez stwierdzenia u nich zgonu.



Spoglądając na drugi biegun, Warszawę słyszymy, że odnalazł się - nareszcie - świadek odlotu delegacji z Okęcia. Było widać i słychać jak sztywno opowiada on historię, nie kojarzy faktów, bo ich nie zna. Możliwe, był on świadkiem drastycznych scen związanych z zamachem. A to, dzień i noc, przypomina jemu sznur od odkurzacza, który zastosowano na sekretarzu folksdojcza. To, co go motywuje do występów na rzecz zamachowców, choć nerwy i stres związane z traumą wizji kabla elektrycznego jako krawata - sprawiają, że pamięć jest bardzo niespójną. Świadek pamięta aż 39 osób, a zapomniał to czy z szefem sił powietrznych witał się czy nie. Zaświadcza też, że widział tupolewa jak ten wystartował, a oczywiste musi być to, że i z całą delegacją na pokładzie. Jak świadek to sam ujął, miał on tam w terminalu, skojarzenia z „Weselem” – Wyspiańskiego. Godzina odlotu 7.23 – bo spojrzał na zegarek i zapamiętał.



Smoleńsk i Okęcie musza wzajemnie zbudować oś, obustronnie uwiarygadniająca tę drugą stronę.

To widać w komisji pod kierunkiem Antoniego M, który nad takim modelem także intensywnie pracuje.



Co najgorsze jednak, żyrantami wiarygodności tej osi zbrodni stały się – w ostatnich tygodniach - rzekomo katolickie media; Radio Maryja, TV Trwam, Nasz Dziennik. To poprzez publikowanie ustawionego - przez zamachowców – wywiadu z doradcą Andrzejem K.

Redakcje te nie mogą mieć wątpliwości, co do tego, że te sztuczne (bezkrytyczne) wywiady mają na celu ukrycie faktu zamachu, że redakcje te świadomie podjęły współpracę się z wyrachowanymi mordercami. Bo nikt inny nie lansuje zmyślonych faktów podanych przez Andrzeja K.



Tu widzimy kondycję władz kościelnych w Polsce. Ten cierniowy owoc posoborowy.



W Smoleńsku, rozpędem jakiegoś pokłosia gorbaczowskiej pierestrojki i glasnosti, pokazano światu nową goebbelsowską prowokację gliwicką w ruskich dekoracjach, z postsowieckim pomyślunkiem i warszawskim aparatem propagandowym – a całość to pranie mózgu po PRL-owsku.



Pranie, które się nie powiodło, co choćby namacalnie widać było po składzie osób, jakie pojechały na obchody do Smoleńska 09 .04.2011. Smoleńsk, jako miejsce katastrofy upadł całkowicie, a jeden z dowodów na to widzieliśmy w raporcie z uroczystości rocznicowych w Smoleńsku, na które praktycznie nikt nie przybył. A które to uroczystości prowadziła aktorka teatru jednego widza i samozwańcza płaczka, Komorowska, a co w sobotę pokazała TVP,



Jak doszło do tego, że taki wielopłaszczyznowy kosztowny plan upadł? Jakie błędy popełnił nie tylko warszawski ale i międzynarodowy aparat propagandowy?



Otóż należy uważnie przyjrzeć się samym faktom związanym z elementami inscenizacji smoleńskiej. To oszustwo było z góry zaplanowane, jednak ani w Polsce ani w Rosji - co ciągle powtarzamy - a gdzie indziej. I to było jego główną słabością. Plan ten swym rozmachem i brakiem poczucia realizmu oraz intelektualną naiwnością „projektantów” ugrzązł w miejscu. Propaganda, zaś nie potrafiła tu pomóc, bo planu tego nikt w Polsce głębiej nie rozumiał, czy nie czuł. Przypomina to sytuację z PRL, tzw. „dyrektorów, sekretarzy, przywiezionych na prowincję w teczce”, gdzie władza centralna odgórnie nominowała szefami swych ludzi, którzy nie mieli jakiejkolwiek kompetencji, a byli klasycznym elementem sterowania nakazowego. Sterowanie to przynosiło kuriozalne skutki z budowaniem drzwi do lasu włącznie.



Skąd wzięło się to wszystko?



Katastrofa lotnicza jest zwykle badana poprzez analizę przebiegu lotu oraz badaniem fizycznym szczątków. Jest oczywiste, że nasze analizy opierały się głownie na materiale wizualnym, jakichś

szczątkowych doniesieniach, głownie medialnych, bez możliwości badania wraku. Ale w końcu MAK, też niczego nie badał, a wszystko napisał!? To proste, MAK uczynił to na podstawie jakiegoś wcześniej narzuconego scenariusza.



Scenariusz Smoleński został napisany przed zamachem na Prezydenta i delegacje. A napisali go anglojęzyczni osobnicy, arogancko przyzwyczajeni do służalczego lokajstwa „polskich partnerów”, którzy wszystko potulnie zrobią, co im się tylko nakaże. Widać to wyraźnie po porównawczej lekturze raportu katastrofy w Mirosławcu, która nie była katastrofą, ale także zamachem.



W planie tym założono, że Mirosławiec będzie protoplastą Smoleńska. Z podobnym tłem: braki w wyszkoleniu, niefachowość, zaniedbania techniczne, zły proces decyzyjny, pilot bez honoru, etc. Polnische Wirtschaft na nowo.



Równolegle z zamachem w Mirosławcu i po nim, przeloty Kaczyńskiego cechowały usterki samolotu, dym z wentylacji i podobne. Miało to za zadanie urobić atmosferę pasma usterek i błędów technicznych, wśród których ten zaplanowany w Smoleńsku miał wyglądać, jako naturalny fragment całego ciągu wypadków i problemów.



Przypuszczalnie, miano tym także uśpić czujność tak ofiar, jak i uczciwej (nie biorącej udziału w zamachu) części personelu z obsługi czy z otoczenia Prezydenta lub lotniska. Atmosfera nagłych i niecodziennych zmian w samolocie i usprawiedliwienia potrzeby nagłych serwisów, mogła być urabianiem okoliczności do kamuflowania planowanego sabotażu.



Katastrofa Bryzy – przypuszczalnie - była rezultatem dywersji, to celem tego, co napisano powyżej. Bryza to samolot prosty, łatwy w pilotażu i katastrofa takiego samolotu to coś bardzo niezwykłego.



W raporcie z Mirosławca widać identyczny scenariusz „przebiegu katastrofy” z tym w Smoleńsku. Z tą jedynie różnicą, że tamte trupy mogły autentycznie pochodzić od osób, które zginęły w samolocie, który tam został rozbity.



Katastrofa w Mirosławcu jest tak identyczna ze smoleńską - mówimy o zapisie raportu komisji, podpisanego dnia 04 kwietnia 2008, która „badała” ten przypadek, że to aż szokuje.



Kłamstwa jednego i drugiego raportu, pisane są według innego (jednego) dokumentu, źródłowego planu tych obu zamachów, który jest dla nich obu pierwotny i imperatywny. A który nie powstał w Polsce, co już nadmieniliśmy.



O niezrozumiałym pochodzeniu sprzecznych ze sobą sztuczności inscenizacji w Smoleńsku pisaliśmy już w lecie 2010, zanim ujawniono raport o Mirosławcu. Czytanie tego raportu, potwierdziło tamte tezy i wyjaśniło wiele.



Plan tych zamachów, jest aż nadto hollywoodzki i jaskrawo obnażający nie tylko wspomnianą

arogancję, ale i duże braki inteligencji u tych, który to wszystko wypocili. A bez wątpienia nie byli to inżynierowie. Są to osobnicy dotknięci piętnem zdeformowanego genomu, które to piętno sprawia, że każdą inność u innych odczuwają, jako agresję i zagrożenie ich egzystencji, co z kolei, ma być usprawiedliwieniem aktów bezwarunkowego odwetu wobec innych. Taką mentalność, trzeba chyba mieć, aby takie kategoryczne scenariusze spreparować, a odzwierciedlają one jakieś imperatywne myślenie, już nie tylko w stosunku do ludzi, ale i przedmiotów martwych nawet.



Porównanie Mirosławca i Smoleńska.



LP
Opis
Mirosławiec
Smoleńsk

1
Brak zapisu FDR z ostatnich sekund przebiegu katastrofy
Tak
Tak

2
Samolot zszedł z kursu
80 stopni
30 stopni

3
Piloci mieli problem językowy w rozmowie z wieżą
Tak
Tak

4
Nieuzasadnione luki czasowe w locie w pobliżu lotniska
Tak
Tak

5
Problem autentyczności kontaktu pilotów z wieżą
Tak
Częściowo

6
Wyłączony EGPWS
Tak
Źle ustawiony

7
Wybieg myślowy raportu: zarzut błędnie wybranego momentu wyłączenia autopilota
Tak
Tak

8
Niewłaściwa prędkość opadania
Tak
Tak

9
Problem pomieszania jednostek miar metryczne/angielskie
Tak
Tak

10
Pilot zabłądził, a miał być ponoć do ostatniej chwili w położeniu prawidłowym
Tak
Tak

11
Granie na czas – przez „załogę” - przy podejściu do lądowania
Tak
Tak

12
Samolot rozbił się, bo z niewidomych powodów

w ostatnich sekundach stał się niesterowalny,

albo pilot nie miał właściwego kontaktu z systemem sterowania
Tak
Tak

13
W ostatnich sekundach piloci nie odpowiadali

na wezwania wieży
Tak
Tak

14
Załoga niedouczona, a w zasadzie amatorska
Tak
Tak

15
Dziwne okoliczności procedury odlotu
Tak
Tak

16
Brak listy pasażerów
Tak
Tak






Dodajmy, że problem autentyczności realnego kontaktu pilotów CASY z wieżą kontrolera (w tabeli, przejawiający się w paru punkach), stał się tak napięty ( tamte rodziny musiały lepiej dbać o honor ofiar CASY, niż rodziny ofiar tego lotu, którego nie było), że musiano powołać rzeczoznawcę. Został nim profesor Grocholewski z Poznania. Prof. Stefan Grocholewski badając zapisy lotu CASAy odkrył tam problemy z rozpoznaniem, pewnych głosów w kabinie pilotów lub utożsamianych z tą kabiną.



Odkrycie to mogło ujawnić obecność niezidentyfikowanych osobników w nagraniach rozmów pomiędzy kontrolerem a pilotem, fakt sfałszowania zapisu, lub dowód na to ,że ktoś w rozmowach z wieżą podszywał się pod pilotów CASAy. Ale tego jednak dokładnie nie wiemy.



Problem pracy profesora- która nie posuwała się tak jak należy- polegał na tym, że pracował on na kopiach zapisu, nie oryginałach, które to było dużym utrudnieniem.

Zauważmy: MAKu, czekistów, Anodiny jeszcze nie było, tak jak to ich obecność i destrukcję bezustannie podnoszą fałszywi lub nieroztropni analitycy katastrofy smoleńskiej, a to po to,

aby fałszywym tropem rosyjskim odwrócić uwagę od wydarzeń na Okęciu – zamachowców w Polsce.



Profesora Grocholewskiego już nie ma, zmarł, był chory na raka. Pracy nie dokończy i raportu nie napisze. Następcy nie powołano. A nie mamy pewności, co do tego, czy pewne odkrycia profesora nie tylko nie zostały zniszczone i czy nie przyspieszyły jego śmierci, historia Polski ostatnich 30 lat, to historia konstelacji personalnej zbudowanej na paśmie seryjnych skrytobójstw na ludziach, którzy do tego doboru gwiazd nie pasowali. Profesor był bratem kardynała Zenona Grocholewskiego.



O ile Grocholewski zauważył problemy z zakresu fonoskopii( był specjalistą od: automatycznego rozpoznawanie mowy, syntezy mowy, weryfikacji i identyfikacji mówców). To należy także rzucić okiem na pewne cechy lingwistyczno-orientacyjne uwidocznione w dialogach podczas lotu do Mirosławca.



Mamy na myśli - oprócz podanego wyżej problemu jednostek miar; raz metryczne, raz angielskie, (gdzie pilot podawał coś w stopach angielskich , a wieża w metrach) - problem wyrażeń językowych w relacji do poczucia pory dnia.

Zauważmy coś niezwykle ciekawego: Około godz. 19 w styczniu, w ciemnościach, w złych warunkach pogodowych, pilot CASAy miał powiedzieć do kontrolera „ dzień dobry”. A powinien powiedzieć „dobry wieczór”.



Pilot zawodowy jest niezwykle wyczulony na poprawność formułowania wypowiedzi normalnych, standardowych, a dotyczących środowiska parametrów, jakim jest lot samolotu. Normatywne formułowanie warunków środowiska fizycznego, w którym się znajduje - lecący samolot – jest formą automatycznej poprawności.



A tu mamy dowód na błędnie podane pozdrowienie, co nie może być pustym gadulstwem, bo jest częścią komend lub raportów.



Zwrot „dzień dobry” został tak użyty jakby, za oknem był jasny dzień. Pilot tak powiedział, bo było jasno, kiedy to mówił. Alternatywnie, podający się za pilota intruz komunikacji radiowej, znajdował się w strefie czasowej, gdzie o godzinie 19 czasu warszawskiego była pora białego dnia. On to też – podszywając się pod pilota CASAy odpowiedziałby „automatycznie”, bo też był dobrze wyszkolony jako pilot, a może nieco gorzej jako oszust- dywersant.

Jeżeli w Mirosławcu była noc, to strefa czasową, gdzie był dzień jest strefa Ameryki. A dominacja jednostek pomiarowych anglosaskich – w dialogach – wskazuje Amerykę Północną. Są tu powyżej wyliczone dwie okoliczności – kulturowe – wskazujące na to,

że był tam obecny czynnik anglosaski.



Zauważymy też, że zwrot „dzień dobry” jest dużo łatwiejszy do użycia (motoryka wymowy) niż „dobry wieczór”. Niepoprawność wymowy słowa „wieczór” jest dużo łatwiej wychwytywana w rozmowie z obcokrajowcem niż słowa „dzień”. Dlatego jest bezpiecznej użyć słów „dzień dobry”. Ale to z kolei niezwykle razi nas Polaków, o ile jest wypowiedziane późną porą a nawet wczesnym wieczorem. Kultura językowa i obyczajowa w Polsce zdecydowanie oddziela tu pozdrowienia dzienne od wieczornych, takie pomieszania nie są spotykane.



Jest uzasadnione podejrzenie, że samolot CASA 295M został porwany – prawdopodobniej fizycznie – a nie drogą elektronicznego przejęcia kontroli nad samolotem. Co prawda, firma BAE od paru lat dostarcza do CASA systemy do UAV. Byłoby bardzo łatwo taki system podłączyć do CASA 295M, który mógł być do tego przygotowany już fabrycznie - jako opcja wyposażenia dodatkowego. Zdalne sterowanie takim samolotem byłoby b. łatwe.



Za fizycznym porwaniem przemawia bardzo dziwne zachowanie CASAy przed podejściem do lądowania, strata orientacji w locie, konieczność drugiego podejścia, a co mogło być wybiegiem porywaczy w taktyce grania na czas. O porywaczach fizycznych, świadczyć może także fakt wielkiego zamieszania w komisji, co do konieczności uzgodnienia orzeczenia w kwestii tego: kto w chwili uderzenia o ziemię siedział za sterami CASAy. Spekulowano, że nie był to oficjalny pilot, ale ktoś inny.



Brak listy pasażerów, świadczy także o tym, że opcja fizycznego porwania samolotu musi być brana pod uwagę, jako podstawowa. Fakt, że w Poznaniu, przed ostatecznym startem do Mirosławca, opuściło CASA’e 15 pasażerów, a samolot parkował na włączonych silnikach, jest okolicznością nasuwające podobne podejrzenia.



Można tu spekulować, że dowódca lotu, już w Warszawie, dostał informacje - lub poufny rozkaz – wzięcia na pokład – w Poznaniu, bo bez świadków - osób spoza planu lotu. Np. podawanych jako oficerów NATO, którzy incognito dokonują inspekcji w polskich strukturach sił powietrznych, co jest łatwo chwytliwe i uzasadnia brak listy pasażerów. A i jest identyczne z – przypuszczanym- fałszywym poczuciem bezpieczeństwa w Gibraltarze. Tam też Nasi Żołnierze byli wśród swoich.



Otóż – drążąc dalej naszą hipotezę – suponujemy, że za sterami samolotu CASA - w momencie jego rozbicia - nie siedział nikt. Fotel był pusty. Dlatego tak trudno było dla komisji wybrać to, jakie DNA pozostało na szczątkach miejsca pierwszego pilota.



Porywacze samolotu zamordowali załogę i pasażerów. Aby przez jakiś czas mieć niezbędna kontrolę manualną nad maszyną, jeden z nich musiał zasiąść na miejscu pilota. W tym celu ciało pilota zostało odrzucone gdzieś na bok. Porywacz, odchodząc później od sterów, był w pospiechu i ciała pilota nie posadził z powrotem na fotelu– stąd ta konsternacja w komisji na temat tego, kto pilotował.



W/w granie na zwłokę, mogło być konieczne do dokonania pewnych czynności na pokładzie – lot był krótki - a także, aby móc opuścić samolot na spadochronach, do czego należało przygotować samolot. To, aby fakt ten nie był odkryty w rozbitym wraku. Te właśnie zwłoki czasowe spowodowane rzekomymi błędami w nawigacji, umożliwiłaby utrzymanie samolotu na wysokości ok. 200 metrów, co dla dobrze wyszkolonych spadochroniarzy jest bezpieczną wysokością skoku spadochronowego.



Błędów w raporcie CASAy jest mnóstwo a ich klasa na poziomie dywersji. Np. CASA do lądowania miał wychylenie klap 15 stopni, podczas kiedy w rejestrze FDR mamy 10 stopni. Raport pozostawia to bez komentarza. Fakt zaś przepadnięcia na lewe skrzydło – zapobiegawczo komentuje, że obaj piloci musieli zapatrzyć się w bok, dlatego zaniedbali kontrolę nad instrumentami pokładowymi, nie zauważyli, że instrumenty te wskazywały właśnie nadchodzącą katastrofę. Faktem zaś jest i to, że piloci nie odpowiadali na wezwania – aż tak się zapatrzyli, że nie słyszeli okrzyków kontrolera!



Kontrola instrumentów –„rozłożenie uwagi w locie wg. przyrządów” jest podstawą szkolenia pilota, gdzie jest on uczony kolejności omiatania wzrokiem Instrumentów pokładowych tak, aby przerwa w obserwacji jego poszczególnych wskaźników nie była zbyt długa lub przypadkowa, a gdzie centralnym wskaźnikiem jest sztuczny horyzont.



Jak wyżej podaliśmy, z dużym prawdopodobieństwem, zachodzi podejrzenie, co do tego, że zleceniodawcą obu zamachów jest ośrodek obcy, O ile w smoleńsku podejrzewa się Rosję, to rozpatrując oba przypadki widzimy jak środek ciężkości tych podejrzeń leży na zachód od Odry.



Widzimy też, że ośrodek ten wziął na siebie pewne działania operacyjne, lub zlecił je innym, do których miał większe zaufanie operacyjne niż do strony polskiej czy rosyjskiej. Zauważmy też, że

konspiracja przy układaniu planu zamachu, nie mogłaby pozostać niezauważona przez kontrwywiad, o ile centrum planowania takiego zamachu znajdowałoby się w Polsce.



Szkicując jakiś zarys domniemanych udziałowców tego, co wydarzyło się w Mirosławcu i Smoleńsku ( Warszawie) a rozpatrując te wydarzenia całościowo zauważamy, że:



W Mirosławcu,

Polska strona odpowiadała za:

- teren zamachu

- wystawienie ofiar na zamach

- utrudnianie śledztwa

- matactwo raportu końcowego ( zgodę na zamach, jako uznaną katastrofę)

- (likwidacje nie wiemy), zastraszenie polskich świadków w Polsce – to pewne.

- akcję propagandowa ( wyciszenie)

Obca strona odpowiadała za;

-za środki techniczne zamachu, których nie ma w Polce, a które musiały być

kompatybilne z NATO-wskimi. Co musi wykluczać Rosję, a wskazywać niektórych sojuszników, jako głównych sprawców zamachu na CASAę. Rosja nie mogła, bez zauważenia przez NATO, włamać się do systemu komunikacji pomiędzy kontrolerem a pilotem.

- Planowanie

Rosyjska strona odpowiadała za:

- nie była zauważona (ewentualnie dawni agenci sowieccy, których jest pełno).



W Smoleńsku,

Polska strona odpowiadała za:

- atak na delegacje, zamordowanie jej członków

- dostarczenie zwłok do Rosji

- likwidacje oraz zastraszenie polskich świadków w Polsce

- akcje propagandowa (wojnę totalną wszelkich masmediów przeciw Polakom)

- utrudnianie śledztwa z łamaniem praw człowieka włącznie (zakaz otwarcia trumien), a nawet

ze złamaniem Konstytucji RP oraz praw EU, bo ustanowieniem jurysdykcji Federacji Rosyjskiej

na polskich cmentarzach.

Rosyjska strona odpowiadała za:

- inscenizację katastrofy

- świadectwa zgonu 96 osób.

- raport MAK

- dostawę piachu na miejsce rzekomej katastrofy i podobny niegodny cyrk medialny.

Strona obca ( głównie NATO) odpowiadała za:

- zdradę Polski jako państwa sojusznika – członka NATO.

- włamanie do komunikacji miedzy wieżą lub pilotem (bardziej pewne niż to, że była to strona rosyjska, która może zadbała jedynie o odpowiedniego kontrolera)

- ukrycie dowodów nasłuchu elektronicznego i kontroli satelitarnej.

- akcję medialną na Zachodzie.



Centralne sterowanie, podsłuchy elektroniczne utrzymane były w rękach własnych zleceniodawcy

Tak w Mirosławcu jak i w Smoleńsku lub przekazano je innym służbom (w Smoleńsku, może częściowo rosyjskim). Jak nadmieniliśmy Polska nie posiada sił kontroli systemów informatycznych, które były użyte w Mirosławcu i w Warszawie, czy na drodze do Rosji.



To właśnie „inne służby” zdalnie wspomagały porwanie samolotu CASA. Zdalnie też – nieprawdziwy pilot obcokrajowiec - udawał wobec kontrolerów w Smoleńsku pilotów TU-154M 101, udając, lub rzeczywiście mając problem językowy – granie na czas.



Zleceniodawcy.



Nadużywając – powtarzając - swych grubymi nićmi szytych metod, zleceniodawca zamachów odsłania się. Wszechwładza tego ośrodka, nakazowa wobec strony tak polskiej, jak i rosyjskiej gubi go, bo czyni go ofiarą własnej arogancji. Błędy, które popełnia, umożliwią jego identyfikacje, a przynajmniej ukazują przyczynki do poszlak.



Siłą rzeczy, umysły tych nadludzkich półinteligentów, a wykształcone na bzdurach filmów Hollywood napisały te infantylne wręcz scenariusze Mirosławca i Smoleńska, a które były niewykonywalne.



Cechujący je aprioryzm ujawnia proweniencje autorów planu zamachów. Coś, co zadecydowano za biurkiem nie zgadzało się z warunkami realizacji i nie mogło przynieść takich rezultatów, które można było opisać w raportach z tych „katastrof”. To, dlatego oba raporty zostały opublikowanie z brakami zawartości merytorycznej, tak jakby ktoś powyrywał z nich kartki.

Mówiąc językiem techniki zarządzania; profil własności oczekiwań „planu” nie mógł znaleźć swego odniesienia do profilu własności rezultatów.



Wrzenie sprawy obu katastrof.



Teraz, kiedy już wszystko poszło tak jak miało, czyli mamy zabitych wg listy, a nawet lepiej, nadeszła pora na równie gładkie zakończenie historii obu katastrof. Tak zleceniodawcy myślą i żądają tego od agentury w Kraju Priwiślańskim.



Nie pójdzie to ani gładko, ani wcale. Widać to po reakcji polskiego aparatu propagandy – utracił on skuteczność i ma tego świadomość. I to mimo tego, że zostali uruchomieni wszyscy bez wyjątku.

Dziennikarze – w ramach nowych priorytetów - zarzucili już nawet akcje samokajania się np. obowiązkowo wypowiadając formułkę pokutną „ nigdy nie wierzyłem/wierzyłam w zamach”. Dyskutując na żywo przed kamerami, szukają innowacyjnych pomysłów, co do tego, co oni muszą takiego zrobić, aby społeczeństwo na nowo dało się im sterować – panika, ryzyko zawodowej ekskluzji.



Wśród ośrodków formalnie odpowiedzialnych za przerobienie tych dwóch zamachów na katastrofy - władz – również wzrasta świadomość wymykania się sytuacji spod kontroli i to właśnie jest absolutna katastrofa. Co najgorsze nie chodzi tu polską giełdę błaznów politycznych, którzy mogą przejąć jakieś ministerialne synekury. Tu chodzi Zachód, który z niedowierzaniem i obrzydzeniem patrzy na te seryjne zbrodnie polityczne w Polsce. Tam tak się nie robi. A o bandytach na szczytach władzy w Polsce robi się głośno. To temat, o którym się mówi przy kawie!

Widać to np. po przerażonej twarzy Buzka, który nie wie co ma już odpowiadać na zdawkową ciekawość swych brukselskich kolegów. Pachnie to trybunałami i nie jest takie pewne to, że odliczanie głów zakończy się na kozłach ofiarnych.



Wspomniana wyżej próba totalnej mobilizacji całego dostępnego aparatu propagandy idzie pełną parą no, bo nie wiadomo, co dalej.



Ta akacja ratunkowa toczy się dwoma torami, co podsumowujemy następująco;

Jednym torem idą ci, którzy nagle zaczynają opowiadać o ciałach delegacji znalezionych koło

wraku, tuż po jego katastrofie. Druga grupa to ci, którzy widzieli jak delegacja odlatywała tupolewem do Smoleńska o godzinie 7.27. Ci maja kłopoty, bo są nieliczni.



Kłamcy smoleńscy dają przestrzeń kłamstwom z Okęcia. Kłamcy z Okęcia – wzajemnie – uwiarygadniają autentyczność znajdowania ciał na miejscu katastrofy.. Co robić? czy nawała propagandowa z przerażonym Andrzejem K. i rozhisteryzowanym Marcinem W. zastąpi materię faktów, których nigdzie nie ma? Sam Marcin W. bajdurząc podaje ciągle jakby za sprawą czkawki „..tam nic nie było..”. Istotnie, prawdę mówi.

Andrzej K. podobnie – używając porównania delegacji do Wesela – poruszył postać Chochoła, który istniał w fantazji Wyspiańskiego, a faktycznie go nie było. Istotnie, ten też prawdę mówi.



Na koniec nadmienimy akcje w parlamencie, nie chodzi o pracę, ale jej główną osobę Antoniego M. Jest on tam, jako osoba godna najwyższego zaufania, ze względu na wagę sprawy, musi być pewność, że wszystko będzie przypilnowane.



To on sterowany, przez siły zakulisowe – zagraniczne, ale nie tylko - pomógł niegdyś w założeniu szkodliwego Polsce ZChN, po to, aby tym utrudnić Stronnictwu Narodowemu wejście do Sejmu po okrągłostołowego. Do spółki z Chrzanowskim odciągnął wyborców od SN. Była to akcja międzynarodowa łącznie z Watykanem w jednej z głównych ról..

I tak Polska pozostała bez jakiegokolwiek partyjnego zaplecza narodowego. Zjednoczenie już dawno padło, podobnie jak jego równie nieporadne LPR- ZChN-bis. Praca tej komisji ma też być tak prowadzona, aby i ona nic nie dała.



Co dalej?

Blogerscy oszuści kontra prawda.



Kiedy już to wszystko się nie uda, a to jest przesądzone, pozostaje plan B. Wspominaliśmy o tym już wielokrotnie, Plan B, zakłada przyznanie nawet, że tupolew padł ofiarą zamachu, lub czegoś podobnego, a co winą obciąży Rosje. Rosja to przyjmie – to też pisaliśmy.



Plan B nie będzie wypracowany, przez tradycyjne media, a które padły nad planem A. Plan B wypracują chłopcy internetowcy. Plan ten jest już gotowy, nad jego zaszczepieniem w świadomości społeczeństwa, które na nowo musi być oszukane – innego wyjścia nie ma – pracuje Internet.



Rożni blogerscy guru prowadzą zasiew szeroką parą, a są rozpoznawalni poprzez hasła:

MAK, Anodinia, czekisci, meconing, Putin, etc, czyli wszystko to, co prowadzi kompromisem

Do zamknięcia sprawy zamachu po stronie rosyjskiej.

Utrzymać front rosyjski za wszelką cenę.

I to jest tłem tego zgiełku internetowego, odczytów czarnych skrzynek i podobne.

Podczas kiedy – od roku – nikt nie widział listy pasażerów tupolewa! Nawet tej sfałszowanej na komputerze. Tak jak jest sfałszowane opublikowane zdjęcie Tu-154 na Okęciu rano zrobione telefonem Blackberry.



Każdy, kto ma trochę wyksztalcenia, rozumu etc. Układa sprawy, które bada wg jakiegoś porządku, a tu, tym podstawowym porządkiem jest chronologia zdarzeń. Nie możemy rozpatrywać lądowania czegoś, o czym nie wiemy jak to wystartowało. W ogóle nie wiemy czy coś wystartowało, a co ma jakikolwiek związek z odlotem delegacji – nawet martwej (godz. 7.27).



Guru prowadzą jednak te sprawy odwrotnie, od końca - mają już nawet lotniska w Rosji, na których powinny wylądować Tupolew i Jak. W domyśle czekały tam plutony egzekucyjne, jeszcze lepsze nawet niż te z filmu Koli.



Guru blogów szukających winy w Rosji z wyprzedzającym bezwarunkowym rabatem dla nieróbstwa śledczego warszawskich bandziorów , są właśnie tymi dziś , kim kiedyś byli ich ojcowie podczas wszelkich buntów społecznych w PRLowskiej Polsce: na Żeraniu , w Poznaniu , Gdańsku , w okresie Solidarności - prowokatorami. Prowokatorami zwodzącymi tłumy, odwracającymi uwagę ogółu od istoty problemu.

Prowokatorzy zaczynając lub włączając się w bunty pomagali prowadzić ludzi ku właściwemu dla władz rozwiązaniu.

Tak jest teraz w Internecie z problemem śledztwa smoleńskiego. Zrobiono wszystko, aby śmierć delegacji do Katynia toczyła się w Rosji i tak jest, tak się stało. Toczy się to przy pomocy Internetu. Jest to genialne oszustwo epoki blogu, blogerskie wunderwaffe.

Bunty wasze, zyski nasze.



Okrągły stół zaczął być strugany zaraz po śmierci Stalina. Jego głównym propagatorem a w Polsce był zbrodniarz komunistyczny Kołakowski. A Polacy uważają, że to Jaruzelski z elektrykiem.

I teraz, po raz kolejny odbywa się cos podobnego, z tym tylko, że w innej skali i warunkach, ale toczy się. Nie możemy dać się oszukać, wejście na zły tor zaprowadzi nas w niewłaściwe miejsce.



Zachodzi ryzyko powodzenia planu B. Kiedy wróg podda się, a Rosjanie wezmą winę na siebie, Polakom wstyd będzie grzebać się dalej w przeszłości, zamiast raźnie iść do przodu. A kiedy tak, to śledztwo polskie trzeba umorzyć, jako zbędne, bo rosyjskie już jest zakończone i po myśli, i nie trzeba Rosji obrażać, bo zagrożą, że odwołają swoja winę, tak jak odwołali zeznania świadka.



Plan C



My zakładamy plan C. Plan C to całkowite pozostawienie wątków smoleńskich na uboczu, (łącznie z lotem i nagraniami), poza może jednym – udowodnieniem nieautentyczności wraku smoleńskiego. Co jest jedynie kwestią czasu. Znajdzie się ktoś, kto to udowodni.

Pozostaje ew. kwestia tego, gdzie wylądował samolot z Okęcia ( lub samoloty), ale nie musi to być Rosja. Lecz także i nie Polska. To jest jednak mało pilne, może poczekać.



Zarysowany powyżej z grubsza przebieg zamachu w Mirosławcu powinien być równolegle analizowany z zamachem warszawskim. Ma to wiele zalet, widzi się tak większą całość, która bez wątpienia stanowi jedno. Jest też doskonałym narzędziem odstraszającym różnych zadymiaczy, którzy ciągle uruchamiają motyw złych ruskich, a dobrych „naszych” śledczych. Którzy chcą dobrze, ale ruscy im nie dają. Co też znamy dobrze (prześwietnie) z okresu PRL.u.

(Zresztą, może tu w Mirosławcu zobaczą Ruskich, niech ich obecność w zamachu ujawnią , to może być bardzo ciekawe)



To, co my widzimy, jako plan C to ujawnienie wszelkich okoliczności związanych z odlotem

Delegacji z Okęcia.



Plan C ustawia oszustwo smoleńskie poza nawiasem, tam jest niewiele z tego, co wniesie coś do sprawy. Fakty medialne o „katastrofie”, w 99 procentach dotyczą informacji, które są bez sensu,

Zagłusza to fakty na temat zamachu rożnymi smoleńskim bredniami. To bardzo utrudnia pracę nad tym, co rzeczywiście istotne dla wyjaśnienia prawdy i ukarania winnych.



Jedno, co jest obecnie najważniejsze dla ustalenia prawdy, co należy robić natychmiast, to ułożenie faktów dotyczących:

- przybycia

- pobytu

- opuszczenia

Okęcia przez członków delegacji. Każdego z osobna, oraz, kto z rodzin widział ich, jako ostatni.



Przy czym niektórzy mogli być zaatakowani, w swych domach (Szczygło), to celem wydobycia od nich informacji na temat ewentualnego ukrycia dokumentów, które zamachowcy chcieliby zdobyć.



Jaka była ich kondycja psychiczna ostatnich dni, bo mogli być oni poddani – wiele dni przed 10 kwietnia - na ekspozycje środków psychotropowych, a co jest częste, przy podobnych akcjach.

Nowoczesne militarne środki psychotropowe są bardzo trudne do zauważenia ( symptomy u ofiary) nawet przez najbliższych ofiar tych substancji.



Plan C będzie na pewno zrealizowany, sprawy zaszły bowiem zbyt daleko, Polski nie stać na plan B. Polska nie ma wyjścia.



Polska



Mimo wszystko Naród Polski budzi się. Polacy łączą się w grupy, jednostki nie są już dłużej samotne. Na demagogię o podziale Polaków już nikt też się nie nabiera. Polakiem jest ten, kto ma na sercu jedność wspólnego polskiego dobra, a w ręku czyn. Jedności z kimś, kto szkodzi Polsce nie chcemy.

Wzrasta świadomość wroga wewnętrznego, który umacnia siły odśrodkowe.

Po raz pierwszy po wojnie, widać coś, co wygląda jak polityczna i kulturowa wieź pokoleń, która stara się podjąć wspólne kroki polityczne. Czyli jest to, czego nie było w okresie solidarności (S). Gdzie całe pokolenie fantastycznych ludzi nie miało oparcia w mądrości i doświadczeniu starszych pokoleń, a śmierć Prymasa pozostawiła nas samych.

Dlatego wtedy przegraliśmy i cała Polska jest dziś tak zrujnowana.



Uwagi



Wydarzenia 9-10 kwietnia 2010 głównie rozegrały się w Warszawie, dlatego skrótowo

nazywamy je „zamachem warszawskim”.



Kiedy samolot CASA rozbił się, Prezydent Kaczyński znajdował się na pokładzie innego rządowego samolotu.





Christus Rex

(-)Krzysztof Cierpisz

20110416

+++

Zdjęcia o podwyższonej jakości Można ładować z : +zamach.eu
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
linki, cytaty, nowiny
najwyżej  oceniane
zeszyty tematyczne
najbardziej kontrowersyjne artykuły
najnowsze komentarze

© Polacy.eu.org 2010-2024   Subskrypcje:    Atom   RSS  ↑ do góry ↑