słowa kluczowe: Jacek Bartyzel, ksenofobia, oikofobia, ojkofobia, prof. Bartyzel.
Linki, cytaty, nowiny2013.09.27 19:31 19:46

Ojkofobia

(poleca )

prof. Jacek Bartyzel

 
Ojkofobia (z gr. oíkos - dom, środowisko + phóbos - strach, wstręt) - zaburzenie osobowości przejawiające się jako niechęć, odraza, a częstokroć i nienawiść do własnej, rdzennej wspólnoty osób, zwłaszcza rodzinnej, narodowej i cywilizacyjnej.
 
Pojęcie "ojkofobii" jest neologizmem autorstwa współczesnego, brytyjskiego myśliciela konserwatywnego - Rogera S c r u t o n a (ur. 1944), ale opisującym zjawisko rozpoznawane także wcześniej i przez wielu obserwatorów, acz występujące w zasadzie wyłącznie w modernistycznej i postmodernistycznej, dekadenckiej fazie cywilizacji zachodniej (euroamerykańskiej), i jako takie będące jej charakterystycznym wyróżnikiem i zarazem dowodem głębokiego kryzysu tożsamości. Patologiczna o., czyli "nienawiść do swojego domu" (R. Scruton, Oikofobia i ksenofilia, "Arka" 1993, nr 46, 8) jest chorobą rozpowszechnioną pośród lewicowych i liberalnych intelektualistów już od czasów oświecenia, a jej główną przyczynę postrzega Scruton w sekularyzacji społeczeństwa, która pozbawiła pisarza jego niegdyś quasi-kapłańskiej roli; pozbawiony poczucia religijnego, które pozwala znosić osamotnienie, intelektualista popada w "gorączkową melancholię" i resentyment w stosunku do otaczającego go świata; utracił on kontakt z rodzimym dziedzictwem kulturalnym; nie poczuwa się do solidarności z grupą, w której (jedynie fizycznie) przebywa, a przede wszystkim z narodem, którego realność istnienia bardzo często neguje; więzi łączące go z urodzenia lub wychowania traktuje jako niechciane obciążenie i krępujące, zbyteczne zobowiązanie, z którego pragnie się co prędzej i jak najpełniej "wyzwolić"; środkiem do tego jest właśnie wyobrażenie sobie "Domu" (rodziny, ojczyzny, kultury narodowej i wspólnoty cywilizacyjnej) jako czegoś w istocie nie "bliskiego", lecz "dalekiego" i "obcego", jako "dusznego więzienia" (w podwójnym sensie: pospolicie przenośnym oraz "więzienia dla duszy"), z którego wydostanie się traktowane jest jako konieczny warunek pełnego i swobodnego rozwoju osobowości, nazywanego "samorealizacją". Z powodu ciągle postępującej egalitaryzacji i uniformizacji kultury, czemu sprzyjają takie zjawiska, jak popkultura, globalizacja oraz rozwój nowoczesnych technik komunikacji, współcześnie o. nie jest już społecznie marginalnym przejawem wyobcowania części elity intelektualnej, lecz zjawiskiem szeroko rozlewającym się wśród pospólstwa, czego nieuchronną konsekwencją jest prymitywizacja artykulacji postaw ojkofobicznych.

Do natury o. należy to, że nieomal nigdy nie występuje ona pod swoją własną nazwą, lecz pozytywnie prezentuje się jako - nieodmiennie nasączony silną dawką moralnego patosu - sprzeciw wobec k s e n o f o b i i, definiowanej bez podawania uściślającego kwantyfikatora, jako niechęć i wrogość do "obcych", a przypisywanej, też zazwyczaj bez doprecyzowania istoty czy zakresu zarzutów, wspólnotom, do których ojkofob w różnym stopniu - od pozorowania troski o ich "uleczenie" (np. z "wirusa" antysemityzmu) do deklarowanego jawnie pragnienia ich zniszczenia - się dystansuje; ta walka z "ksenofobią" występuje w nieodłącznym akompaniamencie typowych dla kostycznego racjonalizmu (oświeceniowego chowu) wygrażań pod adresem "przesądów" i "kołtunerii" ("ciemnogrodu"), mobilizowania opinii pod hasłem (zredefiniowanej do wszechogarniającego zakresu akceptacji zachowań i poglądów uważanych dotąd powszechnie za moralnie i/lub estetycznie naganne) tolerancji, tudzież deklaracji dążenia do społeczeństwa "otwartego" i "inkluzywnego", czyli takiego, w którym "zniesieniu" (tak jak klasy, państwo i religia w marksizmie) uległyby wszelkie zróżnicowania, łącznie z fundamentalnym podziałem na "swoich" i "obcych"; ojkofob uważa bowiem, że samo istnienie takiego rozróżnienia jest absurdalne, irracjonalne i generuje wszelkie konflikty, w konsekwencji prowadząc do masowych zbrodni i szaleństwa; analogiczny do marksistowskiego "społeczeństwa bezklasowego" cel główny, wskazywany przez promotorów "walki z ksenofobią", tj. zbudowanie "społeczeństwa wielokulturowego", wymaga wyrzeczenie się przez wszystkich przywiązania do własnego "Domu": obyczajów, narodowości, kultury, religii etc., to zaś z kolei niesie za sobą konieczność zmiany samego paradygmatu językowego, przesyconego, zdaniem ojkofobów, kliszami retorycznymi "rasizmu", "homofobii", "seksizmu" itp. (typowym przykładem tego postulatu było głośne oskarżenie przez badaczkę literatury, Marię Janion, języka i literatury polskiej in toto o antysemityzm, dostrzegany przez nią nawet w sposobie prezentowania "pozytywnych" bohaterów żydowskich), który winien być dostosowany do wymogów "politycznej poprawności" (political corectness), nie tylko werbalnej i zewnętrznej, lecz głęboko zinterioryzowanej. W zdominowanym współcześnie przez ideologię demoliberalizmu świecie cywilizacji zachodniej do ścigania tych przestępstw "zbrodniomyśli" (crimenthink) wprzęgnięte zostało nawet prawodawstwo i wymiar sprawiedliwości, wspomagane przez również ponadpaństwowe (jak Europejskie Centrum Monitorowania Rasizmu i Ksenofobii) i samozwańcze organizacje "pozarządowe", wyspecjalizowane w piętnowaniu "mowy nienawiści", czyli desygnowaniu wrogów publicznych panującego systemu.

Forsowana przez ojkofobów i zataczająca coraz szersze kręgi "walka z ksenofobią" (zwaną też wymiennie "etnocentryzmem") posługuje się - wg Zbigniewa Musiała i Bogusława Wolniewicza - określeniami zabarwionymi (lub zabarwianymi) emocjonalnie, lecz nie posiadającymi wyraźnej treści opisowej; niedoprecyzowane określenia, takie jak "ksenofob", "rasista" czy "antysemita" nie są narzędziami komunikacji językowej, lecz propagandy i walki politycznej; to "słowa-piętna", czy też "słowa-klątwy" (jak islamska fatwa), słowa, które mogą zabijać, lub przynajmniej zmuszać do milczenia, tak jak określenia: "kułak", "burżuj", "faszysta" czy "trockista" w systemie stalinowskim. Usprawiedliwiając posługiwanie się tymi "anatemami" pragnieniem zbudowania świata "bez nienawiści, szowinizmu i przemocy", ojkofobowie nie baczą na fakt naruszania, a w konsekwencji niszczenia, realnie istniejącej tkanki społecznej, na czele z więzią i solidarnością narodową: "Walka z ksenofobią zmierza - świadomie lub nie (...) - do amputowania człowiekowi duszy historycznej. (...) Utopia powszechnego braterstwa chce stwarzać człowieka odciętego od historycznych korzeni, które jawią się jej jedynie jako źródło 'etnicznych przesądów' i agresji" (Z. Musiał, B. Wolniewicz, Ksenofobia i wspólnota, "Arcana" 2002, nr 43, 9). 

str. 1 z 3   następna strona »
992 odsłony średnio 5 (5 głosów)
zaloguj się lub załóż konto by oceniać i komentować    blog autora
Re: Ojkofobia 
Marek Stefan Szmidt, 2013.09.27 o 21:51
Pan Profesor Bartyzel trochę się zapędził, bezkrytycznie posługując się Rogerem Scrutonem:
"jej główną przyczynę postrzega Scruton w sekularyzacji społeczeństwa, która pozbawiła pisarza jego niegdyś quasi-kapłańskiej roli"

Omawiana sekularyzacja społeczeństwa, rozpoczęła się w Anglii (Scruton jest Anglikiem i myśli tylko "po angielsku") za Tudorów.

Do tych czasów każda Osoba posiadająca - choćby słabą - umiejętność czytania i pisania, otrzymywała - "z automatu" - niższe świecenia kapłańskie, co stawiało ją poza jurysdykcją królewską, co doprowadzało do nadużyć, tak nagminnych, że było jednym z czynników "przyjęcia się" Reformacji w Anglii.

Tak więc każdy pisarzyna korzystał z ochrony sądów kościelnych, które - w stosunku do królewskich - były bardzo pobłażliwe, co nie oznacza jednak, że owi "pisarze" byli Kapłanami.

Pana Profesora Bartyzela odsyłam do "pomnikowych" dzieł angielskich profesorów Trevelyana i Coultona.
:-)
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
linki, cytaty, nowiny
najwyżej  oceniane
zeszyty tematyczne
najbardziej kontrowersyjne artykuły
najnowsze komentarze

© Polacy.eu.org 2010-2025   Subskrypcje:    Atom   RSS  ↑ do góry ↑