słowa kluczowe: chrześcijaństwo, historia religii.
Religia2012.03.09 14:18

Dzieje zbawienia (1)

 

Co dała religia światu?

 
„Przez osiemnaście wieków płynie rzeka krwi, a na jej brzegach mieszka chrześcijaństwo”.
(Ludwig Boerne, niemiecki filozof i pisarz, 1786–1837)

Dla cierpliwych i dociekliwych trochę historii - część pierwsza.
 
  Czy o taką "cywilizacje" nam chodzi?
 
  Przez półtora tysiąclecia chrześcijaństwo kształtowało Europejczyków, pokolenie za pokoleniem, rządzących i rządzonych, kapłanów i ludzi świeckich, nauczycieli i uczniów.
  Chrześcijaństwo przenikało wszędzie, wszystko determinowało, miało wpływ na życie prywatne, publiczne, na rodzinę, małżeństwo, miłość, kształcenie, gospodarkę, prawodawstwo i państwo.
   A jednak jeszcze w XX wieku chrześcijańskie narody toczyły największe w dziejach wojny, w których zginęło więcej ludzi niż kiedykolwiek przedtem.

   Jak to było możliwe? Jak te narody osiągały dojrzałość? Jak wychowywano owych ludzi? Jak rządzono nimi?

    Najlepszej odpowiedzi na te pytania udziela przeszłość Kościoła.
  Kościół bowiem wpływał dłużej i przemożniej na mieszkańców Europy, dłużej determinował ich losy niż wszelkie królestwa, dynastie, ustroje społeczne, a był to wpływ pod każdym względem wysoce negatywny, tak też oceniany zgodnie — czego nie należałoby lekceważyć — przez myślicieli całkowicie odmiennych od siebie: Goethego, Nietzschego, Marksa, Kierkegaarda, gdy tymczasem historycy, z nielicznymi wyjątkami, nadal go nie dostrzegają, a w najlepszym razie ów wpływ bagatelizują. A przecież właśnie to jest istotne.

    Niech wykaże to zaprezentowana tu zwięzła prehistoria dwudziestowiecznego barbarzyństwa: jedynie zarysowana i być może jednostronna, ale w tym tylko, że dalej będzie wciąż mowa o regule, nie zaś o wyjątkach.
    Naświetlam bowiem wyłącznie decydujące, przesądzające o orientacjach politycznych oddziaływanie miarodajnego chrześcijaństwa reprezentowanego przez Kościół powszechny, a ignoranci, pochlebcy, najrozmaitsi piewcy religijnej idylli zechcą je na pewno poddać w wątpliwość.


1. USTAWICZNE PODŻEGANIE DO WOJEN


   Dla najdawniejszych chrześcijan służba frontowa była nie do pomyślenia. Nigdzie w ich piśmiennictwie z pierwszych stuleci nie ma zgody na to. Co więcej, wszyscy Ojcowie Kościoła zakazywali zabijania w obronie koniecznej — i oto w 313 roku cesarz Konstantyn obdarzył chrześcijan pełną swobodą praktyk religijnych, po czym — w 314 roku — uchwalono ekskomunikę dla dezerterów. Kto porzucał broń, narażał się na wykluczenie z Kościoła. Przedtem wykluczano tych, którzy broni nie porzucali. Dawnych pacyfistów zastąpili więc kapelani polowi, a zabijanych chrześcijan uchylających się od udziału w wojnie — zabijający chrześcijańscy wojownicy. Sprzyjający armii Kościół wykreślił spiesznie wszystkich żołnierzy-męczenników ze swych kalendarzy i odtąd wspierał władców dopuszczających się masowych mordów, a nawet niebawem sam ich zaczął do takich mordów nakłaniać — i czyni to po dziś dzień.

    Papież Stefan II, w worku pokutnym i z głową posypaną popiołem, wyżebrał od króla Franków Pepina wojnę przeciw Longobardom, z którymi Frankowie żyli przedtem w najlepszej zgodzie. Gigantyczne klerykalne fałszerstwo (wyznane po jedenastu wiekach) oraz dwie krwawe kampanie doprowadzają do założenia Państwa Kościelnego, które było uznawane i powiększane przez kolejnych władców frankijskich i saskich.

     Ale i papieże zaczęli niezadługo pokazywać się w hełmach, zbrojach, z mieczami. Mieli własne wojska lądowe, marynarkę wojenną, fabrykę broni. Walczyli o każde hrabstwo, każdy zamek, każdą twierdzę. Zagrabiali całe księstwa. Wszędzie werbowali żołdaków i dokonywali rzezi na własnych ziomkach.

   Leon IX zignorował w 1053 roku uchwały pokojowe z Cluny, zignorował wydany przez siebie zakaz służby wojskowej duchownych, zignorował obiecaną mu przez chrześcijańskich Normanów przysięgę na wierność oraz wasalne uzależnienie i rozpoczął wojnę przeciw nim.
   Kluniacki teolog Hildebrand — jako Grzegorz VII (jego ulubiona dewiza: „Niech będzie przeklęty ten, kto nie chce miecza umaczać we krwi!”) — wezwał cały świat do stworzenia armii, którą chciał poprowadzić w roli „wodza i biskupa”. Grzegorz IX zwrócił się zbrojnie przeciwko powracającemu jako zwycięzca z krucjaty cesarzowi Fryderykowi II. Urban VI, który między innymi rękoma byłego pirata mianowanego generałem zakonu joannitów — nakazał zamordowanie po straszliwych torturach biskupa Akwilei oraz egzekucję pięciu kardynałów, wziął ze swymi żołdakami udział w sycylijskiej wojnie sukcesyjnej.
    Pius V i Sykstus V stoczyli wielkie bitwy morskie: pierwszy pod Lepanto przeciw Turkom, drugi na kanale La Manche przeciwko Anglikom.

     Juliusz II (jego dewiza; „Jeśli nie pomogą klucze Piotrowe, to niechaj pomoże jego miecz!”) prowadził wojny niemalże w każdym roku swojego pontyfikatu, i to tak skutecznie, że cesarz Maksymilian rozważał, czy nie zostać papieżem.
     Paweł IV wyznał w połowie XVI wieku, że ma ręce „po łokieć unurzane we krwi”, był jednak takim moralistą, iż kazał zamalować „nieprzyzwoite” fragmenty Sądu ostatecznego Michała Anioła.

      Jeszcze nieco ponad sto lat temu (w wieku XIX) Pius IX werbował żołnierzy.
I jeszcze w latach czterdziestych, dwudziestego wieku, mogliby papieże powtórzyć słowa Pawła IV, mając więcej podstaw po temu — chociaż i oni bardzo dbali o moralność; na przykład Pius XII, który w wystosowanym pod koniec 1939 roku liście do hierarchii kościelnej USA dopatrzył się przyczyny „dzisiejszych nieszczęść” bynajmniej nie w faszyzmie, który właśnie pogrążył świat w największej wojnie w dziejach ludzkości, lecz między innymi w krótkich spódnicach pań.
    Nie jest to kuriozalny epizod historii Kościoła, raczej fakt świadczący o istniejącej również dzisiaj moralności — jeśli nie brać pod uwagę owych stuleci, w których niejeden klasztor żeński był częściej odwiedzany niż burdele, a wszyscy duchowni — od szczytów hierarchii po wiejskiego proboszcza — mieli konkubiny.

     Co zaś czynili papieże, to powtarzali biskupi, opaci. Byli oni synami, braćmi, kuzynami świeckich przedstawicieli szlachty, nie mniej pazernymi i żądnymi władzy niż ta ostatnia, zapewne też równie znienawidzonymi, o czym świadczą częste w średniowieczu morderstwa spotykające biskupów i opatów, wojny przeciw klechom i polowania na nich, a także niezliczone dokumenty literackie.

      W dawnym państwie niemieckim duchowni bywali ministrami, podskarbimi, dowódcami królewskich wojsk.
    Za czasów cesarza Ottona II Kościół wystawił dwukrotnie więcej rycerzy niż wszyscy książęta świeccy. I na Północy, i na Południu kardynałowie i biskupi dowodzili całymi armiami. Niektórzy wyżsi duchowni dokonywali własnoręcznie krwawej zemsty. Nie było też takiej diecezji, w której choćby jeden z biskupów nie toczyłby długoletniej wojny lokalnej. Często nie oszczędzali ani kobiet, ani dziewcząt, zabijali starców i dzieci, czasami nawet ręka w rękę z „kacerzami” (heretykami), jak w wypadku arcybiskupa Kolonii Dietricha von Moers. Wykłuwali wrogom oczy, tak jak to uczynił w 1368 roku opat klasztoru w Reichenau z każdym obywatelem Konstancji, który wpadł mu w ręce. Posyłali na tamten świat wszystkich jeńców, jak tego w 1379 roku dopuścił się biskup Osnabrück Dietrich. Zmuszali powstańców do błagania na klęczkach o litość, a potem jednak kazali ich masowo zabijać, tak jak to uczynił w roku 1415 biskup Liège, Johann von Wittelsbach. „Z kleszym stanem bywało tak, iż gdy słyszano o czymś złym czy o jakiejś wojnie i pytano, kto by owo sprawił, to pokazywało się, że biskup, klecha”.

    Biskupi sprzymierzali się z królami przeciw książętom, walczyli u boku książąt przeciw królom, u boku papieża przeciwko cesarzowi, u boku cesarza przeciw papieżowi, po stronie jednego papieża przeciwko innemu (aż sto siedemdziesiąt jeden lat !), po stronie duchownych duszpasterzy przeciw duchownym z zakonów, ale i przeciw innym duszpasterzom — biskup Dietrich z Osnabrück przeciw biskupowi Gerardowi z Minden; biskup Eryk z Osnabrück przeciw biskupowi Henrykowi z Münster itd. — na polu bitwy, na ulicy, we wnętrzu świątyni, sztyletem, trucizną, na wszelkie sposoby…

   Przez całe wieki kler propagował też świętą wojnę, do której Urban II jeszcze w roku 1095 — właściwie rzecz oceniając — nakłaniał zbójców.
   Papież zapewniał odpuszczenie grzechów, obfity łup, krainę mlekiem i miodem płynącą i krzyczał: „To nakazuje Chrystus!”

   I wyruszyli z krzyżami na odzieniu i na sztandarach. Już nad Renem i nad Dunajem wymordowali tysiące Żydów.
   Potem dopuszczali się gwałtów i mordów na chrześcijańskich Węgrach.
 Podczas zwycięskiego ataku na Jerozolimę, latem 1099 roku w piątek, w godzinie ukrzyżowania, o czym donoszą urzeczeni tym kronikarze — zmasakrowali blisko siedemdziesiąt tysięcy Saracenów… Zabijali, bo, jak pisze arcybiskup Wilhelm z Tyru, postanowili grabić zawsze i wszędzie, „każdego mieszkańca miasta”. Ociekali krwią i u wejścia do każdego „oczyszczonego” domu wieszali, na znak przejęcia na własność, swoje tarcze — jest to jedno z najstarszych świadectw używania tarcz herbowych jako dowodów tożsamości.
   W świątyni urządzili taką jatkę, że — jak pisze ksiądz Rajmund z Agiles — „za sprawą cudownego, sprawiedliwego zrządzenia bożego aż po kolana, a nawet aż po końskie siodła, nurzali się we krwi”. A następnie, co odnotował autor Gesta Francorum, świadek naoczny, „szczęśliwi, z radości roniąc łzy, poszli nasi oddać cześć grobowi Zbawiciela”.

  Żaden artysta kabaretowy nie potrafiłby lepiej sparodiować tego chrześcijaństwa.

   Tabula rasa! Wojna totalna. Ich ideał od średniowiecza po faszystowskie krucjaty w Abisynii, Hiszpanii, Chorwacji, Rosji.
    Aż po masowe mordowanie w Wietnamie z udziałem kardynała Spellmana. Aż po moralno-teologiczne placet cieszącego się zaufaniem Pacellego (papieża — Piusa XII) — niemieckiego jezuity Gundlacha dla masowej zagłady poprzez wojnę atomową.
    Aż po „odwagę” jezuity Hirschmanna „przyzwolenia na ofiarę zbrojeń atomowych w obecnej sytuacji, mimo perspektywy utraty życia przez miliony ludzi”, co — według niego — jest bliskie „postawy świętego Franciszka” oraz „ducha teologii krzyża”. Aż po książkę Die sittliche Ordnung der Völkergemeinschaft (Ład moralny społeczności międzynarodowej), w której spora grupa teologów katolickich pochwala „stworzenie zapasu broni jądrowej” i bagatelizuje masową śmierć niewinnych ofiar jako dopuszczalne „działanie uboczne”, co — według nuncjusza apostolskiego, arcybiskupa Muencha, który okazywał już swą sympatię hitlerowcom, „stanowi odpowiedź zgodną z zaleceniami ojca świętego”.

  „Wyznawca nihilizmu i wyznawca chrystianizmu — te określenia się rymują, ale ich obu łączy więcej […]”.

     Krucjaty stały się wkrótce dla świata katolickiego jedną wielką klęską. Całe armie znikały niemalże bez śladu, zniknęło nawet pięćdziesiąt tysięcy dzieci; potem już tylko Hitler i Chomeini posyłał dzieci na wojnę. Umocnił się natomiast islam i to był najtrwalszy efekt wypraw krzyżowych. Muzułmanie bywali zresztą nierzadko skorzy do rokowań i kompromisów. Po odzyskaniu przez nich w roku 1187 Jerozolimy nawet chrześcijańscy kronikarze przyznawali, że sułtan Saladyn okazał się wspaniałomyślny, ludzki. Islamska obyczajność zrobiła zresztą niebawem pozytywniejsze wrażenie na wielu krzyżowcach niż obyczaje ich własnych dowódców.

    Ale papieże nie ustawali w nakłanianiu do nowych krucjat. Była to myśl przewodnia całej ich polityki zewnętrznej, nie „tylko” w XII i XIII wieku, lecz aż po schyłek średniowiecza. Eugeniusz III, Innocenty III, Grzegorz IX, Klemens VI, Urban V, Klemens VII — który podczas wyprawy krzyżowej do Tunisu już wypróbował proch strzelecki, co stanowi jeden z najwcześniejszych wypadków użycia go w dziejach świata — oraz Benedykt XIII, Bonifacy IX i Eugeniusz IV niezmordowanie propagowali świętą wojnę, w której — jak wiadomo — coraz bardziej liczyły się aspekty polityczne, militarne, gospodarcze; „wyższe stadium piractwa — mówi Nietzsche — i nic więcej”!
   Jeszcze pod koniec XV wieku Pius II żądał od wszystkich europejskich monarchów powszechnej krucjaty. A przekonanie Piusa, iż „państwa trwają dzięki broni, nie dzięki prawom”, podzielała bez wątpienia większość papieży, którzy przecież zawsze pozwalali na to, żeby wierni wykrwawiali się właśnie dla dobra państw, choćby istniały tam okrutne, zbrodnicze reżimy. Podczas gdy wierni giną jako ofiary coraz straszliwszych rzezi, papieże pozostają przy życiu. To nazywa się dziejami zbawienia!

    Ach, „jakież to wspaniałe przykłady niezłomnej wierności wobec monarchów, które nie mogły nie wyniknąć z przestrzegania świętych zasad religii chrześcijańskiej”. Tak zachwyca się Grzegorz XVI, właśnie ten, który — wyraziwszy to, co ojcom świętym leży na sercach od 1789 roku — gani wolność sumienia jako „szaleństwo”, jako „zaraźliwy błąd”, który zjadliwie wypowiada się przeciw wolności handlu książkami, „zasługującej na ciągłe potępianie i odrazę”, który jeszcze w wydanym w 1836 roku Indeksie ksiąg zakazanych uzależnia czytanie Biblii w językach narodowych od zgody rzymskiej inkwizycji. To rozporządzenie odwołał definitywnie dopiero Leon XIII w 1897 roku.

   „Duchowieństwo — pisze Schiller (dla chrześcijaństwa, tego „szaleństwa, które skorumpowało świat”, mający równie mało estymy, jak Goethe, któremu „nauki Chrystusowe” nie wydawały się „nigdzie bardziej poniewierane niż w Kościele chrześcijańskim”, któremu protestantyzm jawił się jako „stek bredni”, a katolicyzm przypominał teatr, karnawał, „hokus-pokus”) — było od niepamiętnych czasów podporą władzy królewskiej i musiało nią być. Złote czasy duchowieństwa i królów przypadały zawsze na czas zniewolenia umysłów — i duchowni, i monarchowie zbierali żniwo głupoty i nonsensu”.

CDN. 
 
r.pauli@poczta.fm 

3844 odsłony  (brak ocen)
zaloguj się lub załóż konto by oceniać i komentować    blog autora
Re: Dzieje zbawienia (1) 
Piotr Świtecki, 2012.03.09 o 14:41
Nie wiem co tu odpowiedzieć nie będąc historykiem, niemniej wszystko to wygląda na dość stereotypowe, manipulacyjne zarzuty. Aż czekam, kiedy będzie o Inkwizycji :)
Czy nie pomieszano tu chrześcijaństwa z polityką, cnót z grzechami, prawdy z fałszem?
Czy to Kościół i chrześcjaństwo uczy kłamstwa, przewrotności, okrucieństwa, chciwości itd.?
Czy gdyby nie Kościół (instytucjonalny), byłoby lepiej? (natura nie znosi próżni)
Czy gdyby nie chrześcijaństwo, te wszystkie rzeczy też by tak Radzia raziły? A może to właśnie przez chrześcijaństwo Radzio tak wysoko poprzeczkę ustawia?

Chrześcijaństwo przenikało wszędzie, wszystko determinowało, miało wpływ na życie prywatne, publiczne, na rodzinę, małżeństwo, miłość, kształcenie, gospodarkę, prawodawstwo i państwo.

Gdybyż to była prawda...
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Dzieje zbawienia (1) 
radzio, 2012.03.09 o 14:53
Ojtam ojtam; rzecz oczywista że będzie...

...nic tu nie pomieszano; fakt to fakt a nie "manipulacja".

Teza generalnie całości jest taka, że to kościól, jego "duchowe" przewodnictwo i nikt inny; sprowadził "chrześcijaństwo" do roli "cyrku". A z ludzi do niego przynależnych wyciągał zawsze "najniższe instynkty"; przymusem bądz podstępem -nieistotne - to się działo i dzieje. Co też widać czasami w komentarzach...

I proszę przestać mi zarzucać że "walczę" z wiarą; bynajmniej, chciałbym ją widzieć na właściwych "wyżynach" - zwłaszcza moralnych. Bo jak bez takowych, budować jakąkolwiek cywilizację?
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Dzieje zbawienia (1) 
Piotr Świtecki, 2012.03.09 o 15:11
Wyprzedzając zatem:

Faktem jest, że Inkwizycja stosowała tortury.

Ale również faktem jest, że tortury w tamtych czasach były normalną procedurą (swoją drogą, w naszych czasach też...)
I że to inkwizycja zapewniała obrońcę - co w tamtych czasach jeszcze standardem nie było.
I że inkwizycja była poddawana ogromnej politycznej presji i politycznie wykorzystywana, podporządkowana.
I że to protestanci, nie katolicy, podpalili większość stosów.

Tymczasem, obawiam się, Radzio poprzestaje na pierwszym podanym fakcie.
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Dzieje zbawienia (1) 
radzio, 2012.03.09 o 16:23
Dojdziemy i do tego, wtedy podyskutujemy.

ps. Masz o "inkwizycji" wiedzę "ustawioną poprzez pryzmat "piewców" KK.
A historie piszą zwycięzcy; co nie znaczy że da ją się całkiem "wygumkować".
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Dzieje zbawienia (1) 
Piotr Świtecki, 2012.03.13 o 22:49
...iijasne.
Zostawmy więc pryzmaty i patrzmy na to, co przed oczami.
Czy będzie ciąg dalszy?
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Dzieje zbawienia (1) 
Krzysztof J. Wojtas, 2012.03.09 o 17:47
O faktach się nie dyskutuje.

Jednak wymowa faktów - to, co innego.

na pewno warto się zastanowić nad okolicznościami ich zaistnienia. Czy możliwe było mniej radykalne postępowanie?
czy jednak, w wielu wypadkach, nie miało miejsce miłosierdzie w działaniach, które często stanowiło później wzór do nasladowania?

Kiedyś czytałem historię Chin (chyba grubsza od Biblii), i tm rzezie były znacznie większe niż w Europie.
Indie mają podobne przekazy.

Może więc droga KRK nie była tą najgorszą, jak na czas i okoliczności cywilizowania.

I to wcale nie znaczy, że teraz nie należy dokonać obrachunku.

Pytanie: ma Pan opcję lepszą?
Bo ja mam dość takich nawiedzonych, którzy jak tylko znajdą się u władzy - to dopiero pokazują prawdziwe oblicze.

Bez urazy, ale CP jest nawiązaniem do chrześcijaństwa, do korzeni. próbą budowy czegoś lepszego, ale nie chce się wikłać w wojnę z KRK. Chce tylko oddzielności - w imię Miłości.

Jeśli Pan chce iść tą drogą - witam serdecznie, ale jeśli chce pan, korzystając z okazji, dokonywać prywatnej zemsty - nie jest nam po drodze razem.
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Dzieje zbawienia (1) 
radzio, 2012.03.09 o 18:36
No nie. Panie Krzysztofie, oczywiście że się zgadzam z większością pańskich tez z CP.
(byłem bodajże jednym z pierwszch który pochwalił jeszcze u Jarka w notkach)

"...ale CP jest nawiązaniem do chrześcijaństwa, do korzeni..."

I jak najbardziej jestem za; za powrotem do "korzeni" - bo zasady jak by nie patrzeć, same w sobie dobre. Do prawdziwych korzeni!

A co do "oddzielniści" w imię takie czy inne...
Naprawdę Pan wierzy że KK po dwóch mileniach bez mała władzy, nagle da się od "koryta" i polityki odsunąć? Bez "jaj"...

I o rzadnej "zemście" nie ma mowy. Przypominanie o "faktach" to zemsta?

"Pytanie: ma Pan opcję lepszą?"

Wielokrotnie to podkreślam - realny roździał struktur "Państwa" od wszelkich "struktur" religijnych - takich czy innych. Czy takie coś ma szansę się "udać" to inna bajka...
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Dzieje zbawienia (1) 
Christophoros Scholastikos, 2012.03.09 o 18:01
"A jednak jeszcze w XX wieku chrześcijańskie narody toczyły największe w dziejach wojny, w których zginęło więcej ludzi niż kiedykolwiek przedtem."

A cz to czasem nie dzięki ideom takich panów jak przywołani Nietzsche i Marks?
Wie Pan, zdarzyło mi się sięgnąć do nowego testamentu i liznąłem nauczanie społeczne kościoła i tam się czai mała niespodzianka - nie ma nic o bezwzględnej dominacji wymuszonej przemocą i okrucieństwami. Nie ma nic o bombach atomowych i gazach bojowych, nic o rasie panów. O zjednoczeniu światowego proletariatu też nie ma. Proszę sprawdzić.

Jestem otwarty na dyskusję. Niektóre postawy kościoła mogłyby być lepsze. Jednak rozmawiajmy konkretnie. Jeśli twierdzi Pan, że wpływ kościoła "był to wpływ pod każdym względem wysoce negatywny", to twierdzenie jest śmieszne. Mówiąc w sposób bardzo wyrozumiały.
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Dzieje zbawienia (1) 
Piotr Świtecki, 2012.03.09 o 19:23
Eee zaraz... Chyba coś przeoczyłem. To te "chrześcijańskie narody" to komuniści i hitlerowcy? Czyli co, powtarza się obłędna haggada pani Żydówki-feministki Bożeny Keff, że nazizm to była kulminacja chrześcijaństwa?!..

Panie Radzio, Pan z byka spadł czy udaje? Czy aż tak się może komuś turban poplątać?
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Dzieje zbawienia (1)   
esperance, 2012.03.09 o 18:02
Wszędzie tego pełno - misja jakaś, łańcuszek?

+kontrowersjereligijne.blogspot.com
+www.rumburak.friko.pl
+janekpradera.salon24.pl
+konflikty.wp.pl dwunasty komentarz
+kefir2010.wordpress.com w 60% strony, apel o rozpowszechnianie
+forum.gazeta.pl
+docs4.chomikuj.pl w 75% strony
+forum.dziennikwschodni.pl ostatni post na stronie
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Dzieje zbawienia (1) 
w.red, 2012.03.09 o 18:34
Nie misja i nie łańcuszek tylko "swoi" promują "swoich" i to bez żenady kopiując autora (w naszym przypadku).
Z kim mamy do czynienia wystarczy spojrzeć na zawartość strony +www.rumburak.friko.pl skąd żywcem zerżnięto tekst. Nie dziwią więc ani ataki na KK, ani na wiarę. Nie ma to jak "Piękno dzieł Jehowy" ^^ ;) Dla mnie reszta to strata czasu i nerwów.

PS
Dzieki esperance za linki :)
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Dzieje zbawienia (1) 
radzio, 2012.03.09 o 19:04
żródeł jest więcej i podaje się je na końcu; a to koniec nie jest.
I te też będą wymienione.
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Dzieje zbawienia (1) 
w.red, 2012.03.09 o 19:50
Na mnie proszę nie liczyć ;) A skoro niektórych to bawi nie myślę ich pozbawiać "przyjemności".
I przy okazji, jeśli coś nie jest mego autorstwa to w dobrym obyczaju jest wyraźnie to zaznaczyć. W przypadku "powieści w odcinkach" każdorazowo na koniec danej publikacji podając źródło. Ale jak mniemam takimi "duperelami" nie zamierzasz Pan sobie głowy zawracać ;)
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Dzieje zbawienia (1) 
Piotr Świtecki, 2012.03.09 o 19:54
Jest o tym wspomniane w "Zasadach" korzystania z serwisu. Ale to może teksty autorstwa Radzia są :)
Pozdrawiam.
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Dzieje zbawienia (1) 
w.red, 2012.03.09 o 20:33
Nie posądzam go o autorstwo. Ale sugeruję "luknięcie" na zalinkowaną stronę. I przyjrzenie się jej górnej "belce" zanim zajrzy się do zakresu tematycznego. To powinno wystarczyć. W każdym razie ja nie zamierzam się kopać z koniem. Mam bardziej intrygujące zajęcia :)
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Dzieje zbawienia (1)   
esperance, 2012.03.09 o 21:16
Ale to nie są żadne "źródła", tym bardziej mnogie. To wszystko kopie jednej książki: Karlheinz Deschner - "Opus Diaboli", 120 stron.
Ów autor już tylko o tym pisze i tym zarabia. Ma ciekawą biografię i zwolenników.

Wikipedia o Deschnerze: +pl.wikipedia.org

Polecam dla przeciwwagi polemikę/recenzję jednej z książek i rys o Deschnerze tu: +www.effatha.org.pl
Kto promował Deschnera w Polsce - interesujące.
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Dzieje zbawienia (1) 
radzio, 2012.03.10 o 00:59
błędy - błędami a "fakty" - faktami :)

miło że tak "poważnie" do "cywilizacji "ludziska" podchodzą.., a i kto czyta - ten ma racje. A co czyta; taką ma "racje" :0

ps. cenna stronka; choć na zamówienie...
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Dzieje zbawienia (1)   
esperance, 2012.03.10 o 17:18
Hm, to może proszę choć na krótko zmienić bibliotekę? Albo korzystać z kilku? Równolegle? Dla pełniejszego spektrum? Co Pan na to? Bo teraz to u Pana rzeczywiście tak, jak Pan sam napisał:
błędy - błędami a "fakty" – faktami.
Znamienny ten cudzysłów, nawet jeśli w innym zamierzeniu użyty. ;-)
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Dzieje zbawienia (1) 
Piotr Świtecki, 2012.03.10 o 17:23
"Esperance" de domo "Żyleta"? ;-)
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Dzieje zbawienia (1)   
esperance, 2012.03.10 o 17:25
Zołza. :)
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Dzieje zbawienia (1) 
Piotr Świtecki, 2012.03.10 o 17:25
Wierzę na słowo, wolę nie sprawdzać...
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
linki, cytaty, nowiny
najwyżej  oceniane
zeszyty tematyczne
najbardziej kontrowersyjne artykuły
najnowsze komentarze

© Polacy.eu.org 2010-2022   Subskrypcje:    Atom   RSS  ↑ do góry ↑