
| słowa kluczowe: Bitwa Warszawska 6 i 7 wrzesnia 1831, Historia Narodu Polskiego, Ludwik Mierosławski. | |||
| Historia | 2013.11.03 19:10 22:13 | ||
Bitwa Warszawska, w dniu 6 i 7 września 1831 r. | Marek Stefan Szmidt | ||
Dzieło pośmiertne Generała Ludwika Mierosławskiego. | |||
Poniższy tekst stanowi fragment przedmowy do dzieła Generała Ludwika Mierosławskiego, napisany przez K. Jarochowskiego w roku 1888. Tekst jest trudny, lecz pisany Językiem Polaków i tylko dla Nich zrozumiały, stanowiąc przyczynek do Historii Polski, tak bardzo - współcześnie - nieznanej. Kto chce, niech przeczyta, czegoś się dowie, a reszta niech wstydliwie zmilczy i pamięci Przodków nie kala... | |||
Wydając, obecnie z pośmiertnego rękopismu opis bitwy warszawskiej w dniach 6 i 7 Września 1831 roku, pióra zmarłego przed dziewięciu laty Ludwika Mierosławskiego, poczuwamy się ze względu na ciągłość i zrozumiałość rzeczy, wobec czytającej publiczności do obowiązku skreślenia wstępu, któryby dzieło to pośmiertne wprowadzał w organiczny związek z poprzedzającemi je siedmiu tomami Historyi powstania r. 1831 tegoż samego autora. Wydawnictwo to, rozpoczęte w roku 1845, doznawało tak długich przerw, odbywało się w tak odległych między jednemi a drugiemi tomami odstępach, że czytelnikowi obecnie ogłoszonego pośmiertnego tomu, nie łatwo by stanowisko, treść i dążność całości rozumieć było bez objaśniającego, wstępnego komentarza, jaki niniejszem dać zamierzamy. Co się tyczy usposobień, mniejsza o to czy słusznych, czy niesłusznych, jakie pośród naszego społeczeństwa pojawiały się swego czasu przeciw osobie autora, niechaj nam będzie wolno uważać je dzisiaj za pogrzebane i pochowane, za rzecz należącą do bezpowrotnej przeszłości. Czas leczy gorsze jeszcze i głębsze przeciwieństwa; od epoki politycznej działalności Mierosławskiego dzieli nas nie tyle jeszcze może liczba lat, ile ogrom mieszczących się w nich wypadków, ile przemiana stosunków i wyobrażeń. Mamy przed sobą dzieło, którego historyczną i artystyczną wartość bezstronny czytelnik sam najlepiej oceni. Osoba autora znajduje się oddawna przed sądem, który dlań może będzie względniejszym, aniżeli nim był sąd własnego społeczeństwa. A teraz przystąpmy do naszego zadania, rozszerzając stopniowo jego ramy w miarę zbliżania się do wypadków będących bezpośrednim przedmiotem opowiadania autora w obecnym tomie.
Również i co do formy opowiadania są uderzające na pierwszy rzut oka różnice między pierwszemi dwoma a następnemi tomami. Pierwsze dwa odznacza także wprawdzie właściwa autorowi barwność i żywość opowiadania, nie przechodząc jednakże ani w jaskrawość, ani w przesadę stylową, zachowując miarę i powściągliwość należną powadze przedmiotu... Między tomem drugim a całą seryą następnych, od trzeciego do siódmego, jest przerwa lat dziewiętnastu, dziś już czterdziestu przeszło, która na owym dalszym ciągu wybija coraz bardziej swe charakterystyczne piętno. Różnicę ową scharakteryzowalibyśmy następuie: Pierwsze dwa tomy pisze entuzyasta, następne kończy pessymista. Różnicę tę tłumaczy nam naderzrozumiale praktyka zawodu publicznego autora przez ciąg owej długiej przerwy. Przypomnijmy sobie, co się w niej pomieściło. Długi szereg najrozmaitszych, zdolnych wstrząsnąć całem istnieniem, całą organizacyą moralną, usposobieniem i zapatrywaniami politycznemi wypadków. Udział w konspiracyi roku 1846 i dwuletnia więzienna pokuta, walka w Poznańskiem roku 1848, wyprawa do Sycylii r. 1849, naczelnictwo w Badeńskiem tegoż samego roku; rozczar sprawy wschodniej w roku 1854 i 55, wypadki roku1863. Dodajmy do tego cały ów szereg gorzkich a gorszących zwad, zajść i zatargów ze swoimi, których lepiej, aby nigdy nie było, których, wspominając nazwisko Mierosławskiego, niepodobna sobie przecież nie przypomnieć i w których temperament główną odgrywa rolę, a łatwo nam z tego rodzaju analizy życia autora w ciągu tejże przerwy będzie wyrozumieć wpływ odbijający się na dziele. Żywot przepełniony goryczą wydaje dzieło goryczy, nie mniej pod względem formy, jak pod względem treści. Sposób opowiadania autora, charakterystyki ludzi i wydarzeń noszą tego aż nazbyt wyraźne piętno. Styl staje się jaskrawym i zawiłym na przemian a równocześnie obok ustępów niezaprzeczonej piękności i wzniosłości, popadającym często wręcz przeciwnie w pospolitość. Obok wspaniałego pod względem rzeczy i języka ustępu o zarzucanym Krukowieckiemu przez opinią publiczną szatanizmie, jakże razi np. dalej nieco w opisie konferencyi między Dannenbergiem a Prądzyńskim frazes, iż kwatermistrz polski "zbajał się do naga". Powiedzieć zaś należy, że to ani jedyne, ani najgorsze stylowe "shoking", którego się pesymistyczny pisarz w swej bezceremonialności wobec uczucia estetyki stylowej dopuszcza. To samo spostrzeżenie dałoby się zrobić w przedmiocie charakterystyki osób i wypadków. Charakterystyki owe mogłyby być, czem są.istotnie, malowniczemi, nie potrzebowałyby być jednakże złośliwo-pospolicie jaskrawemi a nadto zapytalibyśmy się w dodatku, czyż będą dla późniejszej generacyi bez komentarza dzisiejszej zrozumiałemi? W charakterystyce Mochnackiego, czyż potrzebny ustęp o ściąganiu mu butów przez panią Chłędowską; w charakterystyce Krukowieckiego, któż zrozumie bez wtajemniczenia w domowo-rodzinne arcana cały jego stosunek do pani Klementyny, siostry Mochnackiego, która w opowiadaniu autora pewną, odgrywa rolę. W charakterystyce Prądzyńskiego, czyż potrzebny i zrozumiały, przynajmniej w owej pospolito-pogadankowo-kotarowej formie udział żony generała, nazywanej przez autora ciągle "Emilką", jako czynnika czy czynniczki kompanijnycli losów? — Bez wątpienia, żywioł moralno-psychologiczny odgrywa poważną i przeważną rolę w dziejach i sprawach ludzkich a historykowi, który się nie chce ograniczać na kronikarskiem zestawianiu suchych dat i faktów, niewolno go pomijać. Należy jednakże przytem pamiętać, że jeżeli historya jest sądem przeszłości, powinna też wyrokowi swemu nadać formę, któraby nie trąciła pogadanką komoszek, nie nosiła cechy ani humoru, ani temperamentu wyrokującego sędziego... Kównież i treść tomów wydawanych od roku 1865 jest odmienną od obu pierwszych. Dwa pierwsze stoją wyłącznie prawie,jak już zauważyliśmy wyżej, na gruncie działań wojennych, poświęcając szczupłe tylko stosunkowo miejsce ocenieniu politycznej strony powstania. Sama natura rzeczy i wypadków zmusza autora do odwrócenia stosunku w tomach następnych, zstąpić z coraz to więcej pustej widowni akcyi wojennej w bolesne szczegóły wewnętrznego, domowego rozkładu powstańczego organizmu i powstańczej myśli. Bitwa ostrołęcka jest pod tym względem bardzo dostrzegalnym kopcem granicznym. Boje lutowe, to krwawy prolog wielkiego wojennego dramatu: miesiąc Marzec jest epoką restauracyi dotkniętej niemi w swym składzie i organizmie armii, przygotowań do świetnych zwycięztw kwietniowych; wyprawa na gwardye wraz ze spowodowaną kunktatorstwem i nieudolnością Skrzyneckiego katastrofą ostrołęcką, pominąwszy mniej ważną strat materyalnych, jest stokroć dotkliwszą ze stanowiska doniosłości moralnej. Żołnierz traci wiarę w swą wyższość nad sołdatem carskim, zaufanie do siebie, co wszakże jedno zwycięztwo, jedno nowe powodzenie naprawić było zdolnem. Co ważniejsza znów jednakże, to że me ma odtąd nikogo, coby ów specyfik przeciw chorobie upadku ducha armii był zdolnym zgotować. Rząd i naczelny wódz tracą również wiarę w orężne powodzenie powstania, nie umieją i nie chcą korzystać z licznych faworów fortuny, które się im jeszczenadarzają, a naturalnem następstwem owej utraty wiary w oręż, staje się z jednej strony wiara i to zła wiara w interwencya obcą, z drugiej intryga domowa, wobec której zdrowsze żywioły powstania, jeżeli na prawdę istnieją, bo i to jeszcze wielkie pytanie, pozostają przecież doszczętnie bezsilnemi. Naczelny wódz ratuje się tuż po bitwie ostrołęckiej, marząc niejasno o interwencyi austryacko-zachodnićj, intryganckim pomysłem reformy rządu. Dopsuwszy fatalne wrażenie bitwy ostrołęckiej fatalniejszą o wiele jeszcze, wstydniejszą a spowodowaną w znacznej części znów tylko własnem niedołęztwem klęską wyprawy łysobyckiej, uderza w strunę intrygi, wymyśla ku swemu ocaleniu, ku zrzuceniu własnych grzechów na barki niewinnego, — bajeczny ów spisek Jankowskiego, Bukowskiego, Sałackiego, Hurtiga z illustracyą donosu Cybulskiej. Paszkiewicz preprawia się bez przeszkody przez Wisłę, kiedy naczelny wódz bawi się nadzieją obcej pomocy, kiedy pozwala równocześnie Chrzanowskiemu bawić się w negocyacye z Tiemannem, kiedy dla zaspokojenia rozdrażnionej opinii publicznej wymyśla bezpłodną, wyprawę na Gołowina w Podlaskie, kiedy bez zamiaru walki, oszukując wołania publiczności i armii, lekceważąc najgenialniejsze pomysły Prądzyńskiego, odbywając demonstracyjne ruchy na lewym brzegu Wisły, zmusza nareszcie sejm i rząd do swej spóźnionej destytucyi w Bolimowie. Nieszczęście nie byłoby zbyt wielkiem, gdyby choć w tej chwili jeszcze krytycyzm, który zwalił Skrzyneckiego z naczelnego dowództwa, był się zdobył na samodzielną, dodatnią akcya, postawił na miejsce zdetronizowanej, jakąbądź inną władzę organicznie rewolucyjną. Chce tymczasem fatalność ścigająca od samej kolebki powstanie listopadowe, iż ów element opozycyjny składa się z samych pierwiastków rozstroju, bądź to u góry z pustych, czczych ambitników, jak Krukowiecki, lub waleczników ciasnego horyzontu i nietaktu politycznego, jak Dembiński, bądź to na spodzie z bezsłużbowych oficerów i brukowych bezpłodnych krzykaczy, których dziełem była ohydna noc 15 Sierpnia, owych bohaterów Towarzystwa patryotycznego i redutowej sali: Czyńskich, Szynglarskich, Pułaskich, Płużańskich, Gródeckich, wreszcie pośród armii Zaliwskich i Matuszewiczów, herostratow, jakich autor nazywa, których wpływ nie sięgał wyżyn a nie przesięgał sfery każdorazowego ich audytoryum. — W rozkładowej tej chwili powstania rozbierają między siebie reprezentanci ówczesnych stronnictw atrybucye władzy i wojsko, maskując] mniej lub więcej zręcznie wzajemny antagonizm. Otóż to w najgłówniejszych zarysach bolesna treść trzeciego, czwartego i piątego tomu dzieła Mierosławskiego, opowiadanie zmuszone stąpać po grząskim i błotnistym gruncie ówczesnej "polityki" powstańczej, zdolne niezaprzeczenie usposobić pesymistycznie, jakby stworzone z natury rzeczy, by dolać oliwy do ognia, by naturalny pesymizm temperamentu autora spotęgować dozą, pesymizmu mieszczącego się w samym charakterze opowiadanej sytuacyi... ciąg dalszy na http://www.polona.pl/item/210993/2/ Ceterum censeo Conventum esse delendum | |||
![]() | |||
| 790 odsłon | (brak ocen) |
| zaloguj się lub załóż konto by oceniać i komentować | blog autora |
| Re: Bitwa Warszawska, w dniu 6 i 7 września 1831 r. | |||
| Piotr Świtecki, 2013.11.04 o 11:08 | |||
| Dobrze sobie z pewnych rzeczy zdać sprawę, szczególnie że w podręcznikach, a szczególnie w literaturze wyglądają zupełnie inaczej. | |||
| zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć | |||
| Re: Bitwa Warszawska, w dniu 6 i 7 września 1831 r. | |||
| Marek Stefan Szmidt, 2013.11.04 o 13:27 | |||
| Szanowny Panie Piotrze, fałszowanie Historii przez system totalitarny ma także nastepujący aspekt: Przedstawiając np. Powstanie Listopadowe, jako romantyczny zryw całego Narodu, który poniósł klęskę od przemocy wojsk carskich, totalniacy osiagnęli taki skutek, iż potencjalni Wichrzyciele [:-)], widząc naturalny chaos i kłótnie w łonie Opozycji, odstąpią od wszelkich działań, zrażeni tym brakiem jedności. Proszę się rozejrzeć "wokół" i popatrzeć, czy "zewsząd" nie słychać lamentów o brak jedności oraz skargi na swary i spory? A także zadać Sobie pytanie, czy - podkreślany "zewsząd" - brak mitycznej jedności nie paraliżuje dużej części Osób, skłonnych do działania przeciwko systemowi? Pozdrawiam Pana serdecznie MStS PS. w cudzysłowach umieściłem pojęcia obce Konserwatyście | |||
| zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć | |||
| © Polacy.eu.org 2010-2026 | Subskrypcje: | ↑ do góry ↑ |