słowa kluczowe: organizatorska funkcja prasy i internetu.
Polska2011.05.03 08:36

Poranne zadziwienia...

   

...czyli Rudolf był kobietą

 
Odbieram rano pocztę elektroniczną.

 

 A że mam skrzynkę na Wirtualnej Polsce – chcąc nie chcąc zakażam oczy paskiem informacji na stronie startowej.WP jest specyficzną płaszczyzna, o tym wie każde dziecko. W grudniu jak donosił ostro promowany portal „Facet.pl” Australijki prawie masowo poprawiały sobie chirurgicznie wygląd wagin. Cały rok możemy przeczytać co kobiety myślą w czasie seksu i po nim. I jeszcze o tym, że renifer Rudolf był kobietą – a nawet jeśli to nie - to na pewno eunuchem. Chodzi o rogi. Prawdziwy reniferzy samiec nie ma ich w czasie Świąt Bożego Narodzenia. Gdybyście zaś chcieli uciec przed tymi wstrząsającymi inseratami dowiecie się, że kobiety wolą lalusiów, nie macho. Panowie: do przebieralni! Wiązać kokardki, stroszyć grzywki i zakładać różowe spodeńki!

 

Po co ja o tych wszystkich bzdurach piszę? Otóż po to, by jeszcze raz dowieść, że manipulanctwo prasowe i radiowo-telewizyjne zaczęło się na dobre w drugiej połowie lat siedemdziesiątych, rozkwitło w osiemdziesiątych – a później rzecz całą pracowicie udoskonalano. No i mamy co mamy. Czyli totalną sieczkę mózgową na skalę, o jakiej małym i średnim urbankom tamtej epoki nawet się nie śniło.

 

Prowadziliśmy już rozmowę o tym, w jaki sposób tzw. „władza” usiłowała skanalizować myślenie młodych ludzi na przełomie lat 70- i 80-tych. I że zaczęło się tak naprawdę od wrzucenia do obróbki projektu „Mieć czy być” – który to projekt był w jasny sposób usiłowaniem spetryfikowania możliwych do zaistnienia dążeń młodych ludzi. Od tamtej pory mieli sobie nie zawracać młodych główek „maniem” – wystarczyło, że „byli” w podsuflowany sposób. Ot, chociażby ogłaszaniem swego mieszkania strefą bezatomową, wspominałem o tym w jednym z poprzednich tekstów.

 

Obszar zainteresowania problemami „muzycznymi” na pełen gwizdek, w usankcjonowany sposób i masowo rzeczywiście zaczął się od Listy Przebojów Marka Niedźwieckiego w radiowej Trójce. W roku 1983 nie było oczywiście telefonów komórkowych i Internetu, powstawały zatem w Realu całe młodzieżowe grupy głosujące na określone przeboje, wysyłano powielane maszynowo listy poparcia dla określonych pozycji listy, młodzież miała zajęcie… Pamiętam, że kiedyś pojawiła się w Liście postać niejakiej Aliny, dama owa w śmieszny i dość zgrabny sposób sprawozdawała jak to muzyczne trendy ścierają się ze sobą w Holandii. Ponoć wspaniałym, ultra-tolerancyjnym państwie, gdzie główną troską panienek jest to, czy pójdą na koncert rockowy w majteczkach czy bez nich. Jak korespondentka donosiła jedna z jej koleżanek poszła bez tego pasa cnoty – i wróciła „niezmiernie zadowolona”. Wskazówka była więc prosta: myślcie o dupie i seksie, broń Boże nie politykujcie, to może nie być tak przyjemne!

 

Połowa lat 80-tych to czas, o którym ja osobiście mam zdanie sprecyzowane: czerwoni doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że ich fikcja w dotychczasowym kształcie nie potrwa już długo i trzeba zrobić coś, by transformację przeżyć w jak najlepszej kondycji. Finansowej – ale przecież nie tylko. Finanse bez dominacji politycznej, choćby i ukrytej, to były zamki na piasku. A przyzwyczajonym do wygody towarzyszom potrzebny był pewniejszy fundament. Po raz kolejny przypomniano sobie tedy o leninowskiej zasadzie organizatorskiej funkcji prasy. Ale też radia i telewizji - oraz raczkującego nieśmiało Internetu. Jak rozwiązano przy okrągłym meblu kwestię zależności politycznych – wiedzą już wszyscy. Manewr udał się, a co ważniejsze szwagier i inni przyjaciele królika pozostali przy kasie. Niedostatki transformacji, te odczuwane przez normalnych ludzi, należało teraz tylko zgrabnie zagadać, najlepiej na śmierć. Kto się prócz jąkał najlepiej do tego nadawał? Oczywiście specjaliści od projektu „Mieć czy być”. Organizacyjna funkcja prasy znowu ruszyła pełną parą. Zwłaszcza że kolorowych magazynów o urodzie Tiny pojawiło się w Polsce mnóstwo, a każdy z nich oferował myślenie jeśli nie koszarowe, to na pewno nie skomplikowane politycznie.

 

A na to wszystko nałożyła się tytaniczna praca ośrodków zajmujących się zawodowo odwracaniem pojęć i zacieraniem dotychczasowych konotacji. Patriota to idiota, lewak jest cool, pedał ma swoje niezbywalne prawa, historia to flaki z olejem, z komuchem i sowietem trzeba dyskutować – i tak dalej. Skończyło się tym, czym się na razie skończyło: pomnikiem najeźdźcy w Ossowie. Dla niektórych nieco gorzej: zbyt bliskie zainteresowanie afrykańską poezją ludów wyzwolonych, kultywowaną w lewackich kręgach „zaowocowało” zakażeniami AIDS. Dzisiaj już nikt nie chce o tym pamiętać: lewacy poprzebierani w obozowe pasiaki w faszystowski sposób blokują legalne marsze ludzi, których sami uważają za faszystów. Jak do tego doszli? Ano w prosty sposób: chodząc na koncerty bez majteczek i pobierając gwizdki z Czerskiej.

 

594 odsłony średnio 5 (5 głosów)
zaloguj się lub załóż konto by oceniać i komentować   
Re: Poranne zadziwienia... 
w.red, 2011.05.03 o 09:40
Przeczytałem z przyjemnością. Tym bardziej że to także moje i jak przypuszczam wielu innych odczucia. Z jedną maleńką poprawką (o, może dwoma).
Raz, że wymienionym "lewakom" tak dalece do tej idei jak z Ziemi do Marsa. To raczej znowotworzała efemryda i popłuczyna po idei bez jakiegokolwiek z nią związku.
Dwa, że cokolwiek by nie mówić to w tamtych czasach w "3" było co posłuchać (i to nie tylko dobrej muzy)

pozdrawiam
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Poranne zadziwienia...   
Były bloger, 2011.05.03 o 09:53
No cóż, bardzo się z tej przyjemności sprawianej moim Czytelnikom cieszę! Co oczywiście nie oznacza, iż wycofuję się z opinii, że tamte lata były poligonem doświadczalnym dla zawodowych manipulatorów na wielką skalę. Ja po prostu za dobrze pamiętam czas, w którym weszła na antenę Trójki lista przebojów Marka Niedźwieckiego, bardzo zrazu niemrawa i omal nie podlegająca likwidacji (jako projekt niewydajny), sam jej autor poszukiwał w pewnym momencie zajęcia poza radiem. W końcu tzw. "wspólnym wysiłkiem" zatrybiło, poszło, zdobyło popularność. Ale skoro przy tym jesteśmy: niewiele później pojawiły się telewizyjne próby robienia z tata wariata. Proszę sobie przypomnieć kto i jak powołał do życia coś kompletnie strasznego, to była mutacja zespołu T-love i nazywało się "Szwagier kolaska". Nieszczęsny Staszczyk, zresztą pochodzący z Częstochowy i kompletnie nie czujący klimatów warszawskich nagle zaczął promować Grzesiuka! Po co? To już wiedzą manipulatorzy, w tym wypadku drugi obok Zapendowskiej kobieton naczelny polskich telewizji, niejaka Nina Terentiew. Takie mieliśmy mieć gusta, tym mieliśmy się fascynować. A festiwale piosenki chodnikowej w początkowym Polsacie? Potem zrobiono z tego disco polo, ale na początku nikt jeszcze nie krył, że to chodnikowy kit i badziewie...
Oj, długo by gadać, może będzie okazja. Pozdrawiam!
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Poranne zadziwienia... 
w.red, 2011.05.03 o 11:30
Co prawda ostatnio wzruszył mnie do łez swoją nostalgią za "sowietskoje igrskoje" i kumplami, ale choć to mój "ziomal" (o czym zresztą nie wiedziałem - przyznaję bez bicia) w żaden sposób nie odczuwam tych samych "wibracji". Co do "disco polo" to nie powiem by mnie to "brało", ale też nie uważam by jego poziom dalece odbiegał od "zachodnich standardów". W każdym razie na pewno to nie muzyka dodekafoniczna w stylu "hard metalowym". Natomiast "Szwagier Kolaska" to nie tyle Grzesiuk co jak gdyby misz masz "Orkiestry z Chmielnej" i innych kapel "podwórkowych".
W żadnym razie nie podzielam jednak zachłystywania się i stawiania na piedestałach jako wzorca jakichkolwiek zachodnich modeli przeflancowanych ciupasem na nasz grunt. Może to u nas wygląda nieco inaczej, ale na pewno nie jest niczym gorszym (jeśli idzie o muzykę).
Na pewno jednak przedstawiona tendencja na "naszym podwórku" miała i ma służyć zdegradowaniu wartości wszystkiego co "nasze" i bezmyślnym hołubieniu zaszczepianych "zachodnich" wzorców. Stąd też i ogólne przeświadczenie o "wyższości" wszystkiego co ma tylko inne oznaczenie towarowe niż "made in Poland".
Swoją drogą czy w takiej sytuacji można się dziwić że hasło "polskość to nienormalność" znajduje taki poklask ? Tym bardziej kiedy urzędujący "premier" powtarza to samo (choć innymi słowy) w ostatnim wywiadzie o czym była wzmianka na "złonecie".
W kontekście sugerowanego spotkania zastanawiam się czy nie byłoby to jak w żydowskim żarcie o dwóch rabinach w przedziale kolejowym milczących jak kamienie ku konsternacji otaczających ich chasydów. I gdy jeden z nich zapytał dlaczego tak uparcie milczą usłyszał odpowiedź: on wie wszystko, ja wiem wszystko, to i o czym tu gadać ;)

pozdrawiam przewrotnie
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Poranne zadziwienia...   
esperance, 2011.05.03 o 18:03
WY-ŚMIE-NI-TE!
I smutne, bo pokazuje ich rozmach i naszą bezbronność.
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Poranne zadziwienia...   
Były bloger, 2011.05.03 o 18:51
W pewnym sensie tak. I w pewnym również NIE. Bo jeszcze potrafimy to widzieć, mówić o tym, wskazywać i piętnować. Gorzej stanie się tylko wtedy, gdy pacjent zapadnie w solidną narkozę, a propagandowi lekarzy wyrżną mu z głowy wszystkie niepotrzebne fiflaczki.
Serdecznie pozdrawiam!
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Poranne zadziwienia...   
esperance, 2011.05.03 o 19:34
Paru przytomnych zawsze zostanie! :)
Tyle, że chyba rzecz cała w proporcjach?
Na razie operacja przebiega bez większych zakłóceń.

Kiedyś usłyszałam (za jakąś przepowiednią? - nie pamiętam), że w wieku XXI odrodzą się wartości duchowe. OBY.
Pozdrawiam równie entuzjastycznie!
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Re: Poranne zadziwienia...   
Były bloger, 2011.05.03 o 20:09
To prawda: rzecz cała w proporcjach. Już są niedobre, a idzie ku gorszemu. Do tej pory rozmawialiśmy o ludziach młodych. Tymczasem widzę skutki propagandowej obróbki u znacznej części osób starszych lub po prostu starych. No dobra, nie są przyszłością narodu. Ale mają przecież prawo głosowania i głosują ile wlezie. Proszę sobie wyobrazić ponad 80-letnią kobietę, wielbicielkę Michnika, twierdzącą, że "Adam dał nam wolność - i wszyscy wokół nie cierpią już biedy..." Ręce opadają. Ryży premier to taki sympatyczny i zapracowany gość... A ja mam taki los, jaki sobie wypracowałem i na jaki zasłużyłem... Jakbym słyszał te wszystkie ciotki rewolucji z lat 80-tych.
Pzdr.
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
Wieczorne zadziwienie...   
esperance, 2011.05.03 o 21:03
"ADAM DAŁ NAM WOLNOŚĆ"?!!
Naprawdę ktoś dzisiaj tak mówi?! Wolałabym, aby to była tylko Pańska „licentia poetica”. No, proszę powiedzieć, że tak…

No dobrze, tylko udaję naiwną. :)
Ponieważ przychylam się do tezy, że ludzie bardzo niechętnie rezygnują z przekonań (niechętnie albo i wcale, nawet za cenę samooszukiwania się), a owej pani czasu może nie starczyć i w ogóle wiek bardzo dojrzały nie sprzyja rewolucjom – nadzieja raczej w młodych. Oni z natury rzeczy szukają i nie wiedzą jeszcze, co to cynizm. Tylko trzeba im pokazać prawdę. I tu mamy problem, bo prawda w naszym świecie wypada jak najgorsza spiskowa teoria dziejów!
Dziwne to wszystko…

PS. Ależ się rozgadałam ;-)
zaloguj się lub załóż konto aby odpowiedzieć  
linki, cytaty, nowiny
najwyżej  oceniane
zeszyty tematyczne
najbardziej kontrowersyjne artykuły
najnowsze komentarze

© Polacy.eu.org 2010-2026   Subskrypcje:    Atom   RSS  ↑ do góry ↑